szukaj  |   kontakt

Noro Lim - Tylko tyleAndrzej Wawrzyniak - Wypij ze mnąPrzemysław Bogusz - Ostatnia korespondencja

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.

Wywiady:

strona główna » wywiady » Wywiad z artystami Wolnej Grupy Bukowina (2009)
Wywiad z artystami Wolnej Grupy Bukowina - rozmawia Piotr Szauer (2009)
Rozmowa z artystami Wolnej Grupy Bukowina: Grażyną Kulawik („Zającem"), Wacławem Juszczyszynem oraz Wojtkiem Jarocińskim.
Piotr Szauer | 
Jak zrodziła się idea Wolnej Grupy Bukowina?

Wacław Juszczyszyn:
Nie pamiętam początków zespołu, ponieważ dołączyłem do niego po jakimś czasie. Jakkolwiek - z tego, co wiem - nie było żadnej idei na początku... To nawet nie był pewnie pomysł na zespół. To było śpiewanie towarzyskie przy różnych turystycznych okazjach... Nie sądzę by Wojtek Bellon miał na samym początku tego typu projekcje - że stworzy zespół, który będzie grał swoje piosenki na całym świecie i zdobywał laury. Ale więcej na ten temat wie zapewne „Zając"...

Grażyna Kulawik ("Zając"):
Zadebiutowaliśmy w 1971 roku w Szklarskiej Porębie - już jako zespół „Wolna Grupa Bukowina". A wcześniej grywaliśmy - jak wspomniał Wacek - przy ogniskach i w naszym szkolnym klubie... Jednak oficjalna nazwa powstała dopiero w 1971 roku - kiedy trzeba było uformować się w zespół i nazwać go, żeby móc wziąć udział w konkursie.

Wojtek Jarociński:
Poznałem Wojtka Bellona na Giełdzie w Szklarskiej Porębie, kiedy tam zadebiutował - wraz z Grażynką i kolegami z Buska „wzięli" pierwszą nagrodę. To było takie miłe pierwsze spotkanie przy ognisku. Ja byłem wówczas w innej formacji. Wzajemnie licytowaliśmy się piosenkami i przypadliśmy sobie do gustu... I bardzo szybko - bo parę miesięcy później - wystąpiliśmy już razem na BAZUNIE. Także uczestniczę w tej przygodzie z Wolną Grupą Bukowina niemalże od początku - trzydzieści siedem już lat... Myślę, że do czterdziestki jakoś dociągniemy - a może i dalej... W ogóle chciałem być marynarzem... Ale mama powiedziała, że żeby być marynarzem trzeba jeść ryby - a ja ryb bardzo nie lubię... W związku z tym zrezygnowałem i może dzięki temu udało mi się spotkać z Wojtkiem Bellonem. Gdybym został marynarzem pewnie tej przygody by nie było... W tym początkowym procesie rozwoju człowieka, o tym kim on będzie i w jakie wpadnie układy czy sytuacje - często decyduje przypadek...

Wacław Juszczyszyn:
Wojtka Bellona poznałem również na Giełdzie w Szklarskiej Porębie - ale trochę później, bo dopiero w 1973 roku... Grałem tam jakąś piosenkę. Wojtek przyszedł, poczęstował wódką - jak to było wówczas w zwyczaju. Pogadaliśmy... Ale przez długi czas nie byłem w regularnym składzie zespołu ze względu na obowiązki służbowe, jakie miałem jako inżynier budowlany. Musiałem chodzić do pracy na osiem godzin i żadne jeżdżenie po Polsce nie było mi w głowie... W końcu jednak Wojtek namówił mnie na to, żebym definitywnie rozstał się z tą inżynierką... Rozstałem się - i od tej pory zostałem na całe życie komediantem...

Jak ta współpraca układała Wam się do roku 1985 - do śmierci Wojtka Bellona?

Wacław Juszczyszyn:
Zespól raz się rozwijał, raz się zwijał... To nie były takie czasy jak teraz - trudno przyrównać funkcjonowanie zespołu dziś, do tego, co było kiedyś. Byliśmy przede wszystkim zespołem akademickim. Przez długi czas kiedy już nikt z nas nie był studentem funkcjonowaliśmy przy Uniwersytecie Jagiellońskim - Wojtek próbował tam załatwiać jakieś dofinansowania na grupy wędrowne... Próbowaliśmy sobie radzić w ówczesnej rzeczywistości, która była dziwna momentami i trudna do ogarnięcia. Grywało się przede wszystkim w klubach studenckich, które były ostoją działalności tego rodzaju zespołów... W tej chwili tego nie ma. Dziś klub studencki to dyskoteka... Pamiętam - z moim czasów studenckich - że co drugi dzień w klubach studenckich grały na żywo zespoły studenckie właśnie. Tworzyły tam się kabarety... To było nasze poletko działalności... To środowisko studenckie pozwoliło nam przez długie lata przetrwać...

Wojtek Jarociński:
Wracając do idei... Była ona zawarta przede wszystkim w wierszach Wojtka Bellona. Jeżeli ktoś chce ją zgłębić - musi odwołać się do jego twórczości. I trudno to teraz interpretować... Z drugiej strony - myśmy w jakimś stopniu byli idealistami, ponieważ mieliśmy to szczęście bycia młodymi ludźmi, kiedy cała Europa i świat wrzały... Byliśmy otoczeni muzyką Beatlesów, Stonesów, Janis Joplin, Jimiego Hendrixa... Choć daleko - za żelazną kurtyną - jednak obok nas działy się olbrzymie, wspaniałe widowiska: choćby Woodstock... Dochodziła do nas cała ideologia hippisowska... Gdzieś tam funkcjonowaliśmy pod hasłami typu „make love, not war", nosiliśmy długie włosy, ubieraliśmy się kolorowo... Może trochę podświadomie wchodziliśmy w ten kontestacyjny nurt - działo to się bardziej w sferach emocjonalnych niż intelektualnych. Ale z czasem nabrało to również tego podtekstu intelektualnego. I myślę, że potrzeba by paru wieczorów, żebyśmy mogli o tym wszystkim opowiedzieć - kim i w jakim kontekście byliśmy, w jakich relacjach byliśmy ze światem...

Wacław Juszczyszyn:
Rzeczywiście próbowaliśmy się odnieść do tego, co działo się na świecie - na ile to, co tam się działo docierało do nas przez żelazną kurtynę... Z tym, że żyliśmy w innych warunkach. I forma reakcji na to, co działo się na świecie była nasza - swojska, polska, która nigdzie na świecie się nie powtórzyła... Tamci śpiewali o wojnie i wolności, a myśmy śpiewali o górach, chmurach i dolinach... To był nasz sposób włączenia się w ten ogólnoświatowy ferment młodzieżowy, który wtedy nastąpił. W tej chwili młodym ludziom trudno wytłumaczyć, co się wtedy działo - ten alert myślowy. To była jedna z największych rewolucji młodzieżowych na świecie! Wtedy młodzież uznała swoją odrębność, prawo do swojego widzenia świata i urządzania go dla siebie - sama zaczęła wymyślać sobie recepty na życie i wcielać je... To było piękne! Choć w dziewięćdziesięciu procentach - utopijne... Musiało się w końcu przewrócić...

Opublikowany: 2009-06-29 14:10:00
Strony:
Piotr Szauer - śpiewający autor, dziennikarz, pomysłodawca i dyrektor artystyczny Festiwalu Piosenki Innej w Lubawie. Więcej o autorze: www.szauer.blog.onet.pl
Oceń ten artykuł
Komentarze