szukaj  |   kontakt

Noro Lim - Tylko tyleRafał J. I. Kowalewski - ErotykSzymon Zychowicz - Wolni od trosk

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


PATRONATY
OPPA 2017

NieBajka Łukasza Majewskiego

"Podróż"

Moja Wolności 2017

Klawe Piosenki 2017

YAPA 2017


strona główna » artykuły » Recenzja płyty "Miszung" Chwili Nieuwagi autorstwa Michała Zawadzkiego
Chwila Nieuwagi - "Miszung" (2013)

Tytuł nowej, drugiej już płyty zespołu Chwila Nieuwagi nie pozwala nam zapomnieć o regionie, z którego pochodzą jego członkowie, a jest nim oczywiście Górny Śląsk (konkretnie Rybnik i jego okolice). Miszung w śląskiej gwarze oznacza „nieporządek, chaos, bałagan, kocioł” – jak zrelacjonowała mi połowa trzonu zespołu, wokalistka i autorka Martyna Czech.

Michał Zawadzki | 

Jako recenzent wcale nie musiałbym o tym wspominać, wychodząc na większego znawcę (jak to recenzentom przystoi). Cechuje mnie jednak pokora i precyzja, a ponadto Martynę lubię i cenię. Czasem nawet do niej dzwonię, podobnie jak do Andrzeja Czecha – gitarzysty i autora, drugiej połowy trzonu zespołu (co mnie cieszy) oraz drugiej połowy Martyny (nad czym w chwilach słabości ubolewam). Myślę, że Chwila Słabości mogłaby być bezpośrednią konkurencją dla Chwili Nieuwagi... Ale do rzeczy.

Pierwsza płyta zespołu Niepoprawna muzyka ukazała się w 2011 roku i została entuzjastycznie przyjęta, co zaowocowało pojawieniem się utworów z niej pochodzących na kilku różnych składankach („Ballady i niuanse”, „W stronę krainy łagodności vol. 2”, „Folk się gro!”). Sporą karierę zrobił singiel „A kiedy mi przyjdzie” – tęskna ballada do wiersza Marii Konopnickiej, czy żywiołowy i rytmiczny „Od ostatniej niedzieli” do wiersza Jana Kasprowicza. Śląski akcent reprezentowała gwarowa pieśń na gitarę i głos „Pedziała mi matka”. Nie tylko Konopnicka, Kasprowicz, ale też Wawiłow, Leśmian czy Tuwim dobitnie świadczyły, że mamy do czynienia z płytą literacką. Płytą, w której aura „krainy łagodności” w bardzo naturalny i udany sposób przenikała się z akustycznym jazzem i folkowymi ozdobnikami. A wszystko to w przemyślanych proporcjach i z szacunkiem do słowa, widocznym nie tylko w doborze tekstów, ale także w ich zniuansowanych interpretacjach.

Na nowej płycie grono klasyków reprezentuje Maria Konopnicka i Bolesław Leśmian, wzmocnieni przez współczesnego poetę Adama Ziemianina. Jest też śpiewana proza autorstwa Roberta Marcinkowskiego. Reszta tekstów, nie licząc tradycyjnej „Już tu nocka”, to autorskie próby Andrzeja Czecha („W niebie”, „Przedwiośnie”, „Nie nerwuj Hanysa”), Martyny Czech („Bazyliszek”) lub ich wspólne („Samopoczucie”, „Ramża”). Trzy kompozycje z nowego albumu możemy już odnaleźć na kolejnych odsłonach składanki „W górach jest wszystko, co kocham” (cz. VIII i IX).

Być może po pierwszym przesłuchaniu nowego albumu trudno odnaleźć kandydatów na „przeboje”, ale to uczucie raczej pozorne – kandydaci są, i do tego szeroko reprezentowani. Po kilkukrotnym przesłuchaniu nasunęła mi się refleksja, czy zespół aby na pewno jest świadomy, jak duży krok naprzód wykonał. Miszung jest po prostu dojrzalszy – i brzmieniowo (za co odpowiadał – ku mojej radości – Robert Szydło), i kompozytorsko. Tekstowo również trzyma bardzo wysoki poziom. Wprawne ucho odnajdzie tu dużo momentów urokliwych i po prostu pięknych, a liryczność (raczej refleksyjna, nigdy płaczliwa) zrównoważą akcenty żywiołowości, humoru, czy nawet sarkazmu.

Album otwiera singiel promujący „W niebie” do malowniczego tekstu Andrzeja Czecha – rzecz, którą bywalcy Chwilowych koncertów z pewnością już znają. Wybór to tym bardziej trafny, że utwór spełnia wszystkie kryteria inteligentnie pojmowanej przebojowości – odpowiednio wyważona narracja wciąga od samego początku, a całe finałowe crescendo i refren z góralskim zaśpiewem autentycznie porywają i wzruszają.

„Cicho na Zakrzówku” to kolejny kandydat na singiel (urokliwe studium o ciszy Adama Ziemianina), flagowy przykład Chwilowego stylu, gdzie akustyczny puls gitary wzbogacony został delikatnymi figurami fortepianu. Interpretacja wokalna Martyny Czech udowadnia, że spokojnie mogłaby się ona znaleźć w gronie najlepszych polskich wokalistek – oczywiście tych śpiewających. To, jak naturalnie słowa lgną do niej, gdy modeluje je rejestrem, barwą i dykcją, z dużą dozą samoświadomości i tego nieuchwytnego „czegoś” – zasługuje na najwyższy podziw i szacunek. Po prostu bardzo udana piosenka, pełna akustycznego czaru. Trochę więc szkoda, że instrumentalny bridge jest nagrany niezbyt precyzyjnie, a do tego brzmi kwadratowo.

Opublikowany: 2013-10-12 12:40:00
Strony:
Chwila nieuwagi - koncert w Pasterce