szukaj  |   kontakt

Qsz - PiosenkaAdsu - Taniec wariataŁukasz Jakubowski - Wilno w obłokach

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.

Wywiady:

strona główna » wywiady » Wywiad z Przemysławem Gintrowskim
Zawsze chciałem zagrać z orkiestrą
Przemysław Bogusz | 

rozmawia z Przemysławem Gintrowskim. Wywiad został opublikowany w "Gazecie Polskiej" nr 23 (776) z 4 czerwca 2008 r.

PB: W Bytomiu 9 maja i w Warszawie 17 maja można będzie usłyszeć Pana na koncertach po długiej przerwie. Czy będzie to coś w rodzaju prapremiery nowej płyty?

PG: To przypomnienie płyty „Odpowiedź” z wierszami Zbigniewa Herberta, choć przy okazji śpiewam również dwie, trzy piosenki z nowej płyty. Więcej nie, bo nie chciałbym, aby ta nowa płyta jeszcze przed premierą okazała się zgraną płytą. W pewnym momencie podjąłem decyzję, że nie będę występował dopóki nie nagram nowej płyty, bo jeżdżenie ze starym repertuarem nawet mnie samego już znudziło. Przez parę lat rzeczywiście więc nie występowałem, na pewno też nie będę tego robił tak często, jak dawniej. Co tu dużo mówić, to po prostu bardzo męczące...

W Podziemiach Kamedulskich, gdzie zagrał Pan kilka tygodni temu, prezentował Pan jednak świetną formę. Wracając do płyty - krążą już o niej legendy. Podobno będą Panu towarzyszyły orkiestra i duet fortepianowy?

Rzeczywiście, pisałem tę muzykę pod wpływem pewnego koncertu. W Studiu im. Lutosławskiego usłyszałem grupę Kwadrofonik. Czwórka młodych ludzi: dwoje pianistów i dwoje perkusistów. Wtedy grali Szymanowskiego, w swoich interpretacjach. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Wkrótce potem zabrałem się do pisania muzyki na nową płytę herbertowską. Będzie nosiła tytuł „Tren”. W pewnym momencie, po napisaniu czterech, czy pięciu piosenek, zdałem sobie sprawę, że podświadomie piszę to na taki właśnie skład, jaki słyszałem na tym koncercie. Zaproponowałem tym młodym ludziom udział w projekcie. Oni się zgodzili, ale wkrótce okazało się, że ze względu na ich inne plany, koncerty, itd., nie możemy porozumieć się w sprawie terminów. Zrobiłem więc sam demo i zaniosłem je do Polskiego Radia. Projekt spodobał się dyrektorom PR i powiedzieli: skoro tak, zróbmy to z orkiestrą. Dostałem orkiestrę symfoniczną, będą smyczki, waltornie oraz cały zestaw perkusyjny – bębny, kotły, ksylofon. Coś, o czym całe życie marzyłem. Przez wiele lat zastępowałem orkiestrę brzmieniami klawiszowymi, które mają podobną barwę, ale zawsze to tylko substytut. Tym razem będzie prawdziwa orkiestra, będą też dwa fortepiany, instrumenty klawiszowe, no i ja zaśpiewam. Będzie też gitara, ale nie za dużo.

Premierę zaplanowano na koniec czerwca. Proszę opowiedzieć o szczegółach.

Myśleliśmy o 29 czerwca, ale to zły termin. Po pierwsze zaczynają się wakacje, po drugie będą Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, i pewnie sam, jako zagorzały kibic, będę siedział przed telewizorem. Przełożyliśmy więc premierowy koncert na 7 września. Odbędzie się on w Studiu im. Lutosławskiego. Trasy koncertowej nie planuję - sam sobie powiedziałem, że jeśli ktoś do mnie zadzwoni żeby zaprosić mnie na koncert, to powiem: bardzo proszę, tylko czy macie orkiestrę symfoniczną?

Czy to oznacza ostateczny rozbrat z tym pierwotnym brzmieniem Pana piosenek, prostym śpiewaniem przy gitarze?

Tak, choć właściwie ja nigdy nie śpiewałem tylko z gitarą, zawsze towarzyszył mi pianista. Ale myślę, że zostanę już przy większych formach.

Przejdźmy do warstwy tekstowej. Na płycie znajdą się same premierowe utwory, czy usłyszymy też nowe kompozycje do wierszy Zbigniewa Herberta, do których wcześniej napisał Pan muzykę?

Będą same premiery. Wyjątek stanowi wiersz „Prolog", który wykorzystałem już wcześniej w programie „Pamiątki". Wtedy śpiewałem go w okrojonej wersji, zaczynającej się od słów „Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia (...)". Teraz, oddając hołd poecie, postanowiłem dołączyć ten wiersz do „Trenu", ale już w pełnej wersji. Ponadto zauważyłem pewną zbieżność tego wiersza z dwoma innymi utworami Herberta. Są to „Guziki" i „Wilki". W „Prologu" pojawiają się nawiązania do nich i starałem się te nawiązania oddać również muzycznie, wplatając do tego utworu motywy kompozycji towarzyszących dwóm wymienionym wierszom.
Płytę będzie można umownie podzielić na trzy części. Pierwsza, nazwałbym ją patriotyczno-martyrologiczną, to utwory związane z naszą historią, takie jak „17 IX", katyńskie „Guziki", czy „Wilki", a także „Prolog". Potem następuje część nawiązująca do antyku („Achilles i Pentezylea", „Kaligula", „Nike, która się waha", „Apollo i Marsjasz"), wreszcie jest część zawierająca bardziej osobiste wiersze Herberta, filozoficzno-rozliczeniowe: „Brewiarz", „Tren Fortynbrasa", „Pieśń o bębnie", „Kamyk". Łącznie będzie około 17 pozycji.

Mam w pamięci poświęcony Herbertowi fragment „Dziennika 1954” Leopolda Tyrmanda: Zbigniew Herbert nie może publikować i zarabia na chleb w fabryce zabawek. W czasach Pana młodości to nie był poeta ogólnie znany. Czy pamięta Pan swój pierwszy kontakt z jego poezją?

Chodziłem do jednego z najlepszych wówczas liceów w Warszawie – VI LO im. Tadeusza Rejtana, ale tam nazwisko Herberta na języku polskim nie padło. To był jednak dla mnie taki czas młodzieńczego filozofowania. Chodziliśmy z przyjaciółmi na filmy Buñuela i Saury. Oglądaliśmy np. „Nakarmić kruki”, czy „Annę i wilki”, siadaliśmy potem przy piwie i przez pół nocy dyskutowaliśmy nad tym, co autor ma na myśli. W tym okresie, takich poszukiwań, trafił w moje ręce zbiór wierszy Herberta, które od razu mnie urzekły. Od tego czasu stałem się fanatycznym wręcz wielbicielem jego poezji i uważam, że jeśli Akademia w Sztokholmie może się czegoś wstydzić, to tego, że nie przyznała nagrody Nobla Herbertowi. Bo jemu samemu ten fakt niczego nie ujmuje.

Opublikowany: 2008-06-09 17:50:00
Strony: