szukaj  |   kontakt

Qsz - Dwa słowaDrużyna Wawrzyna - WilgaSfera szeptów - Wieczorną porą

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2010 » BardoGrajka IX - Michał Konstrat
Michał Konstrat - BardoGrajka IX - Kraśnik 7 V 2010- cd.
Bohater wieczoru przedstawiał zebranym mniej znanych twórców. Rozpoczął od Olega Mitiajewa z Moskwy i jego dedykacji: „Z dobrym utram, lubimaja” („... miłaja, Ty maja”). Tak „krupnymi bułagami” napisał ktoś na ulicy. Kto? Dla kogo? Jedno jest pewne – napisał z miłości, z ogromnej czułości. Piosenka była przepiękna, rozmarzyła ją. Jeśli zaczęło się od trzęsienia ziemi, cóż, któż będzie dalej? Aleksander Dolski z Petersburga i „Spełnienie życzeń”. Chłopak z gitarą śpiewał o gwiazdce, która spadła na dłoń; chociaż niby nie chciał zbyt wiele – kochać i być kochanym, i by mama nie chorowała – gwiazda okazała się zbyt wątła, by podołać wielości pragnień i zgasła w rękach. Ustąpiła miejsca „Bostońskiemu walcowi” Aleksandra Rozenbauma, śpiewanemu ślicznie, rytmicznie, z zamkniętymi oczami, z rozkoszą.

Zasłuchaną i ukołysaną młody bard po kilku minutach przywrócił do pionu autorską piosenką o skutkach braku namiętności w poukładanym życiu: „z dalekiej podroży powrócił rozsadek, wstydem obrosły wyrzuty sumienia”. Westchnęła z przewrotnym żalem, że nigdy jeszcze nie odwiedziła gorącego południa... Temperamentny „Duch Katalonii” nie odpłynął jeszcze zbyt daleko, gdy zaniepokoiło ją ostrzeżenie: „powiedział ktoś na ucho coś, a ktoś na złość (…) i choćbyś chciał, pieniądze miał, policzek znamię zdobić będzie”. Sprawnie napisana „Plotka” jednak nie dotknęła jej bezpośrednio; bardziej już melancholijna piosenka „Porośnięci kurzem” („by spuścić ze smyczy więzione w dzień łzy (…) po twarzy smutnej zoranej przez jesień, jesień cudownych niegdyś uniesień”. Uśmiechnęła się, gdy chłopak o archanielskim imieniu przywołał na moment swoje dzieciństwo i centralny punkt jego topografii – „Murek”. Zadumała, gdy słowami Iwaszkiewicza opowiedział o samotności, „przedwieczornym przerażeniu”: „karpie ciemne zasypiają, złote oczy zgasły już”...

Z kołysankowego zawieszenia wyprowadził ją Aleksander Dolski, który młodzieńcowi z Warszawy użyczył swej pieśni „Stariki”. Obaj wyczarowali przed oczyma jej wyobraźni obraz trzymających się za ręce par nie pierwszej już i nie drugiej młodości, które z godnością zamieniają swoją przeszłość w teraźniejszość i z podniesionymi głowami idą przez aleje wielkich miast. Pieśń przesycona liryzmem wzruszyła ją do głębi, ale padł na nią także cień zazdrości – czy jej będzie dane takie szczęście? – i goryczy, bo starości, której była świadkiem, twardej i samotnej, daleko było do wybrzmiewającej baśni o jesieni życia. Bard dbał, by nie brakowało jej wrażeń. Zabrał z pola widzenia sielski obraz starych ludzi i zastąpił go „Fragmentem” z natury; przewiózł pociągiem, kazał po wędrówce spocząć na łonie przyrody i chłonąć dynamiczną muzykę, aż nogi jej i współpasażerów zaczęły wystukiwać rytm. By wyrównać oddech po tym przyspieszeniu, śpiewak znów wrócił do tego, co Rosjanom wychodzi najpiękniej – modlitwy. Tym razem słowami Rozenbauma prosił o melodię, która uzdrowi wszystko: „podaruj, Boże, melodię, ani bogatą, ani biedną”. Od urody tej pieśni aż zabolały ją zaszklone oczy... „Ach, jeśli byłoby można” - niedługo potem westchnął chłopak na scenie i zamienił się w więźnia rozpaczliwie łaknącego cygańskiej wolności. I oto w głosie niemal filigranowego mężczyzny z gitarą zabrzmiał wraz z chrypą ogromny żal, zaskowyczał rozdzierający ból duszy. Finis coronat opus - jej rosyjską przygodę zamknęła przepiękna „Daj Boh” („...poznawszy inne strony nie zapominać o swojej jedynej”). W przedostatniej pieśni słyszała pazur, w tej czyste, mocne, zachwycające wysokie rejestry. Po raz kolejny zadziwił ją żegnający się z publicznością artysta...

Co o nim napisze? W pewnej chwili zrozumiała, że będzie musiała podzielić go na dwoje. Podobały jej się autorskie piosenki Michała, ale zatrzymać się dłużej chciała tylko przy smutniejszych, mroczniejszych, nostalgicznych, jak żartował Jacek we wstępie – tych napisanych po zawarciu małżeństwa. Te „sprzed ślubu” wydawały jej się zbytnio uładzone, nieco publicystyczne, trochę jak wypracowania na zadany temat. Michaił za to zahipnotyzował, zaczarował ją tego wieczoru. Chłonęła każde wyśpiewane z nienagannym akcentem filologa rosyjskiego słowo, i chociaż – rumieniec wstydu oblewał jej twarz – nie wszystkie rozumiała, patrzyłaby na niego jak na młodego Wysockiego, nawet gdyby wprost ze sceny zwrócił się do niej: „niech się pani tak nie gapi jak to cielątko, proszę zamknąć buzię i nadrobić zaległości”. Niechby i tak powiedział, byle po rosyjsku... Wiedziała jednak, że to nie w jego stylu. Była wdzięczna za dobór repertuaru – za subtelność i szlachetność odkrywanych pieśni, pojmowany z dziecięcą prostotą świat. Za inną harmonię, nieklasyczność i trud instrumentalisty zdobywającego nowe, wschodnie ziemie gitary. Bardzo, bardzo z tym było do twarzy Miszce...

Dla niego i dla Jacka, za dziewiątą i za wszystkie poprzednie Bardograjki, miała jedno słowo jak kwiat: spasiba. Niebiesko – żółtą salę domu kultury opuścili ostatni słuchacze.

Opublikowany: 2010-05-27 12:10:00
Strony:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 4,43
Komentarze