szukaj  |   kontakt

Tomasz Rokosz - KolędaKatarzyna Brzozowska - KołysankaAndrzej Marczyński - Zamiast pożegnania

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2010 » BardoGrajka IX - Michał Konstrat
Michał Konstrat - BardoGrajka IX - Kraśnik 7 V 2010
Niebiesko – żółtą salę domu kultury opuszczało echo ostatnich oklasków i pierwsi spośród kilkudziesięciu słuchaczy przed chwilą zakończonego koncertu. Szmer przesuwanych krzeseł i szelest nieśmiałym półgłosem nazywanych wrażeń nie zagłuszyły brzęczącego w głowie, przed paroma minutami wypowiedzianego przez Jacka zdania: „Następna Bardograjka zabrzmi we wrześniu”. Zdjął ją żal, że trzeba będzie tak długo poczekać i że żaden z letnich wieczorów nie posłuży za tło jednego z tych spotkań, które tak lubiła. Westchnęła, uśmiechnęła się smutno i przywołała w pamięci dźwięki i obrazy z dwóch minionych właśnie godzin, aby ocalić je od zapomnienia w natłoku nadchodzących długich i gorących dni...
Edyta Bodys | 
Michał KonstratMężczyznę, który z gitarą wszedł na niewielki podest, znała z kilku napisanych przez niego tekstów, opowieści wspólnego przyjaciela i paru fotografii. Na żywo wydał jej się młodszy i przystojniejszy niż na zdjęciach, ale jego aura, charakterystyczna delikatność, pozostawała wciąż ta sama. Głos miał chłopięcy i czysty, i taki też wydawał się być cały, gdy śpiewał pierwszą ze swoich piosenek, impresyjne, „bosanowate”„Leśne wariacje”. To nie jej klimat, ale była pod wrażeniem harmonijnego współgrania nomenklatury leśno – muzycznej i lekkości tego utworu. Drugi, „Spotkanie po latach”, okazał się znacznie cięższy, egzystencjalny: „do swej duszy na herbatkę wpadnę, dusza coś cicho jest ostatnio”. Uderzyło ją zdanie, pod którym, dojrzewając z czasem, teraz mogła się podpisać obiema rękami – „samotność jak przyjaciel zawsze przy mnie jest”. Z minorowego nastroju nie wybiła jej także kolejna piosenka – „Tęsknota”, wyśpiewana przez zrezygnowanego ojca w „dzień rozliczeń” („poskręcane sznury, więzy krwi (…) w obojętność ubrałem się, tak jak zrobił to mój syn”). Czwarta piosenka, „Kolory życia”, była o miłości. Takie lubiła najbardziej, szczególnie gdy traktowały o wielkich i trudnych afektach. Nie rozczarowała się; przywołana miłość jak żywioł dawała życie i śmierć: „jestem deszczem; świeżością moją obsypana goisz się jak świeża rana (…) jestem słońcem (…) spłonie Twoja ręka gdy zbliżysz ją do mnie”. Obietnicę i groźbę wpisane w uczucie zwieńczyła piękna puenta: „nie wiem, co jest dla nas lepsze, może lepiej kochać wierszem”. Poruszyła ją także następna pieśń, „Prawo pierwszej nocy”. Bard opowiedział historię jak baśń – zakochany od lat rycerz, dziewczyna z warkoczem, ślub w księżycową noc. I nagle złowieszcze nuty, które pobrzmiewały gdzieś na drugim planie utworu, nabrały mocy i tchnęły w romans gotycką grozę: „ludzka zawiść znieść nie mogła szczęścia tych”, a miejsce miłości zajęła zbrodnia, zemsta, morze krwi... Wyśpiewana tragedia rozpłynęła się w spokojnej, smutnej i tęsknej balladzie „Stepy akermańskie” (tak tak, te Mickiewiczowskie). „To się śpiewa?” - lekko zdumiona szepnęła do siedzącej obok przyjaciółki. Także Szekspir użyczył swego wiersza bardowi znad Wisły - wybrzmiał „Sonet 64”. Nie jej ulubiony („przeciw temu czasowi, kiedy mnie wyminiesz...”), ale także mówiący o zmienności rzeczy, spraw i ludzi, tym razem jednak w wymiarze ostatecznym. Pomyślała, że trudno nie pochylić się nad taką pieśnią, szczególnie wtedy, gdy już z bliska czy z daleka zdążyło się poznać smak mącącej radość życia, spychanej w niepamięć pewności. Trzecie wielkie nazwisko należało do Bułata Okudżawy. „Dopóki ziemia kręci się...” - modlitwa z każdą zwrotką nabierała siły, rósł także jej zachwyt. Na tę chwilę, na otwarcie wschodniej granicy, czekała cały wieczór.

Chyba mogła nazwać się rusofilem. W szkole podstawowej uczyła się rosyjskiego z przyjemnością, na studiach jej przekład wiersza Puszkina był najlepszy w grupie, kota nazwała Behemot na cześć jednej z ukochanych powieści. Lubiła wódkę i ustrojoną w cekiny wielką pop zwiezdę Vitasa, a gdy ktoś do niej telefonował wokół rozlegały się pierwsze taktu "Miliona ałych roz". Fascynowali ja Rosjanie, wielbiący wolność ponad wszystko, i ich niezwykły język - melodyjny, miękki, szeleszczący... Było w urodzie tych ludzi i ich mowy coś niekreślonego, urzekającego, magnetycznego... Część tej siły przyciągania skupiła się teraz w osobie śpiewającego chłopaka. Spojrzała na przyjaciółkę i publiczność wokół sceny - czar zdawał się działać na wszystkich...

Opublikowany: 2010-05-27 12:10:00
Strony:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 4,43
Komentarze