Ania Ozdobińska |
Tuż przed rozpoczęciem piątkowych przesłuchań konkursowych poczułam lekki niepokój. Zaczęłam słyszeć głosy... A głosy te mówiły rzeczy straszne... Może mi się przesłyszało... Ale napięcie rosło... Dopiero po zakończeniu przesłuchań okazało się, że ze mną jednak wszystko w porządku. Za to z Łaźnią - niekoniecznie. Otóż coraz więcej osób słyszało podobne szepty: „To ostatnia Łaźnia...". Plotka wydała mi się jednak co najmniej zaskakująca. Impreza przecież zdawała się kwitnąć, o czym świadczyła chociażby rok rocznie duża liczba uczestników oraz wysoki poziom prezentacji konkursowych. Ponieważ Łaźnię organizują pasjonaci, nie posądziłabym ich o to, że im się nagle odechciało.
Niestety owa plotka została zbudowana na pewnych fundamentach. Otóż radni Radomia podjęli decyzję o połączeniu od 1 czerwca 2009 Klubu Środowisk Twórczych Łaźnia z Miejskim Centrum Kultury i Informacji Międzynarodowej. Nowa placówka oznacza oczywiście nowego dyrektora. Ponadto w uchwale zamieszczono zapis, iż dyrektor i wszyscy pracownicy nowej placówki powinni posiadać kwalifikacje uprawniające do zajmowania stanowisk w instytucjach kultury. Dla wieloletnich pracowników Łaźni, żyjących tym miejscem, oznacza on najprawdopodobniej konieczność zmiany pracy. Podobno Ogólnopolski Turniej Śpiewających Poezję będzie nadal organizowany, nie ma jednak pewności, że będzie nadal tą samą imprezą. Gospodarze Łaźni mieli jednak smutne (i zaraźliwe) wrażenie, że XVI Turniej jest jednak ostatnią odsłoną tego konkursu. Atmosfera smutku nieustannie wisiała w powietrzu, ale nie wydaje mi się to niczym dziwnym czy zaskakującym. To miejsce tworzyli naprawdę wrażliwi ludzie.
Teraz, aby oderwać się na chwilę od myśli o przemijaniu, powiem kilka zdań o tegorocznym Turnieju. W trwających dwa dni przesłuchaniach konkursowych wzięło udział 22 uczestników, z których każdy wykonał po dwa utwory. Wśród nich znalazło się tylko czterech przedstawicieli płci męskiej oraz jeden zespół. Wynika z tego, że jak co roku na Łaźnię bardzo licznie przybyły mniej lub bardziej sprawne wykonawczynie (interpretatorki?).Ich występy oceniało Jury w składzie: Jan Poprawa, Bogusław Sobczuk, Jan Kondrak, Piotr Dąbrówka, Mariusz Kowalski, Paweł Kowalski. Tradycyjnie koncerty konkursowe prowadził dziennikarz RDC Robert Łuchniak.

Zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobił na mnie występ niezwykle wyrazistego
Łukasza Jemioły z Lublina. W konkursie wykonał on utwory: autorski „Pan Zbyszek" oraz „Gdy dziewczyna idzie spać" (sł. K. Piątkowska, muz. Ł. Jemioła). „Pan Zbyszek" opowiada autentyczną historię Zbigniewa R., który mieszkał piętro niżej w kamienicy, w której wychował się autor. Publiczność wyjątkowo entuzjastycznie przyjęła zarówno celny, nie pozbawiony humoru tekst, jak i jego wykonanie. Łukasz jest osobą wyjątkowo ekspresyjną. Charakteryzuje go dynamiczny ruch sceniczny - bujając się o mało nie zarwał sceny (organizatorzy czuwali w

pogotowiu). O dziwo bez trudu odnajduje się również w nastrojowym repertuarze. Jemu jednemu udało się nawiązać taki kontakt z odbiorcami. Łukasz jest nieprzewidywalnym luzakiem (i ma skłonność do znikania). Zawsze zabawny, nienachalny, dobry w tym co robi. Czuje chłopak bluesa - podobnie jak Paweł Szymański. Zrobił wyraźne postępy, zwłaszcza wokalne, od naszego pierwszego spotkania na Wiosennej Giełdzie Piosenki w Siedlcach w 2007 r. Sprawnym instrumentalistą był już wtedy. Jego kompozycje wyjątkowo przypadają mi do gustu. Lubię również kiedy ujawnia się jako autor - obserwator. Jego świetny występ doceniło również Jury przyznając mu Złoty Prysznic oraz nominację do finału 45 Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie.

Trzeba uczciwie przyznać, iż wśród męskich akcentów konkursowych zdecydowanie łatwiej było o autorskie utwory.
Marcin Skrzypczak - bard pełną gębą - wprowadził nas w wyjątkowy, właściwy swoim występom nastrój.
Piotra Szauera prowadzący zapowiedział słowami: „Sam dla siebie sterem, żeglarzem, okrętem, autorem, kompozytorem, akompaniatorem..." mając na myśli oczywiście jego bardowską twórczość.
Kazimierz Lewandowski porwał nas autorską piosenką „Do Wielkiej Niedźwiedzicy" zadedykowaną Sergiuszowi Piaseckiemu, którego książka „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" stanowiła tu główną inspirację.

Z bardzo licznego grona uczestniczek konkursu moją zdecydowaną faworytką została
Magdalena Lepiarczyk z Rybnika. W jej wykonaniu usłyszeliśmy utwory: „Rysunki dla Jakuba" (sł. J. Cygan, muz. S. Soyka) oraz „Dziewczyna z plakatu" (sł. J. Kondrak, muz. M Filipczuk). Na fortepianie akompaniował jej Jarosław Hanik. Magdalenę Lepiarczyk występującą na scenie po prostu uwielbiam. I kto to zmieni...? Do tej pory znałam ją głównie z lirycznej strony. Jednak tym razem dzięki kabaretowej „Dziewczynie z plakatu" pokazała swoją wszechstronność. Po prostu zaczarowała sobą publiczność...