szukaj  |   kontakt

Monika Załoga - NokturnJacek Gutry - Ślimak JanuszApolinary POlek - Kołysanka dla Nieznajowej

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."


strona główna » relacje z imprez » rok 2007 » Koncert Halucynacje
Halucynacje - Poezja Grzegorza Ciechowskiego

1 lipca 2007 wybrałam się do amfiteatru Parku Sowińskiego na warszawskiej Woli na koncert zatytułowany 'Echa Spotkań Zamkowych', podczas którego wystąpili laureaci XXXIV Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję”. Dalsza część tego uroczego wieczoru mogła mi upłynąć w tej samej scenerii, na przysłuchiwaniu się kolejnemu koncertowi, zatytułowanemu tym razem 'Halucynacje - Poezja Grzegorza Ciechowskiego', o którym wiedziałam tylko tyle, że będzie (szczegółów nie doczytałam ).

Ania Ozdobińska | 
Mogłam równie dobrze, dla odmiany, wybrać się do kina - sama już nie pamiętam, jaki film chodził mi wtedy po głowie. Doszłam jednak do wniosku, że warto dać temu koncertowi szansę - posiedzieć kilka chwil i zobaczyć czy warto zostać. Poza tym - jak mawia pewien mądrala - na film można się wybrać za tydzień albo wypożyczyć go później na dvd, a koncert jest rzeczą niepowtarzalną. Muszę przyznać, że koncert bezbłędnie wykorzystał swoją szansę - już po chwili chciałam zostać do końca. Ba, po godzinie rzucałam rozmaite zaklęcia, żeby tylko tego końca nie było... jeszcze nie....

Jan WołekW charakterze prowadzącego wystąpił Jan Wołek, który snuł niezwykle zajmującą opowieść o przyjaźni, jaka łączyła go
z Ciechowskim. Już na samym początku wyznał, że jest mu bardzo niezręcznie mówić o przyjaźni, gdy jeden z przyjaciół nie może o niej zaświadczyć. Cóż, musieliśmy mu uwierzyć na słowo. Całą historię zaczął oczywiście od momentu kiedy się poznali. Mówił m.in. o tym, że na przełomie lat 70-tych i 80-tych na polskiej estradzie dokonały się pewne znaczące zmiany. W ich wyniku poetów śpiewających (takich jak on) wyparli młodzi muzycy rockowi. On sam próbował odnaleźć w ich twórczości trochę 'poetyckiego słowa'. Szło mu to z dużym oporem, gdyż jak to ujął "zewsząd dawało się wyczuć przerost doniczki nad kwiatkiem". Dopiero kiedy pojawiła się Republika, ze swoim charyzmatycznym liderem Grzegorzem Ciechowskim, Wołek zaczął wsłuchiwać się w jego twórczość, odnalazł w niej 'słowo', Mariusz Kilianchociaż Ciechowski operował 'słowem' nieco odmiennie. Potem obaj panowie poznali się i polubili. Czasy, w których to miało miejsce, prowadzący określił jako "wszechobecny kombinat".
I tak w historię początków przyjaźni wpleciona została piosenka "Kombinat", którą na scenie zaśpiewał Mariusz Kilian - brawa za ruch sceniczny. Jego wykonanie było wyjątkowo bliskie oryginału. Bardzo podobne odczucie wzbudziła we mnie "Śmierć w bikini", śpiewana przez niego w dalszej części koncertu. Aranżacje muzyczne poczynione na potrzeby koncertu (i dotyczy to większości zaprezentowanych utworów) odbiegały natomiast od tak charakterystycznego, surowego stylu Republiki. Nie jestem purystką i te koncertowe brzmienia wydały mi się również bardzo ciekawe.

Według Jana Wołka "niektórych mierziło, innych zastanawiało, a jeszcze inni podejrzewali Grzesia o nachalną próbę literackiej prowokacji kiedy pisał o miłości". Pisał rzeczywiście dość prowokacyjnie, bo jego miłość w piosenkach była zawsze bardzo cielesna. Podobno to właśnie miłość była dla niego osnową wszystkiego, była czymś najbardziej istotnym
i znaczącym w życiu. „Zawsze powtarzał, że wszystkie piosenki właściwie są o miłości,
a jestMariusz Lubomski tylko kwestią odwagi jak dalece szczegółowo zechcemy o tym opowiedzieć. To jest kwestia szczerości i odwagi. A Grzesiu był człowiekiem wyjątkowo szczerym i twórczo odważnym" - tak mówił prowadzący. W tym momencie na scenie pojawił się Zbyszek Krzywański czyli 'Krzywy', który grał z Ciechowskim od samego początku. Tym razem w piosence "Raz na milion lat" towarzyszył Mariuszowi Lubomskiemu, którego ruch sceniczny niezmiennie mnie zachwyca... To wykonanie zrobiło na mnie duże wrażenie. Brzmiało rewelacyjnie. W głowie pojawiły się myśli o możliwą autentyczność lub też autobiograficzność właśnie wysłuchiwanych zdarzeń... W tym momencie zapomniałam, nie tylko o tym, że właśnie wybierałam się do kina, ale także o tym, że kina w ogóle istnieją...
Opublikowany: 2007-08-24 08:20:00
Strony: