szukaj  |   kontakt

Andrzej Wawrzyniak - Wypij ze mnąBartek Dzikowski - CRAZY LIFEDGZZ - Zwody [2001]

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2009 » BardoGrajka V - Jan Kondrak
Jan Kondrak - BardoGrajka V - Kraśnik 13 XI 2009
La donna e mobile. Bardograjka - sądząc po imieniu kobieta - także się zmienia. 13 listopada wybrzmiała po raz piąty w historii i po raz drugi w dzielnicy Kraśnika zwanej potocznie „starą". Pomimo obu wtórności wieczór ten otworzył nowy etap bardograjkowego żywota. Impreza zagościła w murach nowego gospodarza - Osiedlowego Domu Kultury Spółdzielni Mieszkaniowej „Pomoc" w Kraśniku. Przy okazji jakiś dobry duch natchnął kraśniczan i mieszkańców okolicy - publiczność stawiła się na koncercie tak licznie jak nigdy dotąd, aż serce rosło, gdy się patrzyło na „przebrany" (przeciwieństwo „nieprzebranego" i przekorny neosemantyzm, oznaczający w moim mniemaniu jakość, „koneserskość") tłum.
Edyta Bodys | 
Wyżej wspomniany dobry duch, który tak znacząco wpłynął na kulturalne morale tubylców, przyobleczon był najwidoczniej w ciało Jana Kondraka. Bo właśnie guru Federacji we własnej osobie zagrał główną rolę podczas jubileuszowej Bardograjki. W pozostałych, niekoniecznie drugoplanowych rolach wystąpili słuchacze. Recital był dialogiem, spotkaniem, bo - jak podkreślił na wstępie gość ze Świdnika - trzeba się spotykać, nośnik zwany płytą nie zastąpi bezpośredniego, żywego kontaktu artysty z widzem i - co nieustannie ukazywało się w trakcie koncertu - człowieka z człowiekiem.

Jan Kondrak (fot. Grzegorz Marcinkowski)Rozmowę z publicznością rozpoczął Kondrak od najpiękniejszego, najważniejszego poematu o miłości, wobec którego pozostałe dzieła są tylko powtórzeniami - „Pieśni nad Pieśniami". Psalm „Wstań przyjaciółko moja, a przyjdź" (z liryczno - erotycznym „a Tyś zamorska jabłoń, będę sławił Twe owoce, nie pragnę nic ponadto, jak zawłaszczyć Twoje noce") śpiewało z bardem wiele obecnych na sali osób. Po chwili klasyka ustąpiła miejsca młodziutkiej, pochodzącej z ubiegłorocznej płyty „Postojowej piosence", ciepłej, serdecznej opowieści o spotkaniu po latach („jutro zadbamy o jutro (...) ma dzisiaj popas rozkulbaczony czas"). Słowami Stachury z muzyką Piotra Mikołajczaka odmalował artysta obraz doliny śmierci pomiędzy górami sinoniebieskimi; zabrzmiała turystyczno - mistyczna „Dolina w długich cieniach" („cicho i spokojnie tam jest już dawno po wojnie"). Plastyczna była także jesienna piosenka „Za latem lato" („wstyd grusz i pełne leki głogi"). Kondrak mówił wprawdzie, że jesienią powinno się śpiewać utwory wiosenne, chwilę później jednak przyznał rozbrajająco, że ta piosenka dzięki swej wielkiej urodzie ma fory i uchodzi jej na sucho taka nonszalancja. Naukowo potwierdzona teza, iż człowiek monogamiczny jest nie z natury, a z kultury, była zapowiedzią dla pełnej namiętności, pulsującej życiem pieśni „Chłopiec cygański". To świetne memento dla zbyt egzaltowanych panienek i pań: „słyszałaś słowa, jakbym całował, bo takie mam dla dam; jestem cygański chłopiec bezpański, ja absolutnie gram". Do kobiety, zdolnego do wszystkiego „człowieka w spódnicy", adresowana była również następna piosenka, z początku nieco szelmowska (być może w przywołanym kontekście efektownej i groteskowej śmierci Isadory Duncan), z imponującą wokalizą. Utwór - zaklęcie, zdejmujące z kobiecej szyi „niebezpiecznie długi szal" - żal i jakiś zły czar, który ją zamienia w rozgoryczoną jędzę: „spokój sobie daj, sama sobie spokój daj". Urzekają zwrotki tej piosenki, liryczne perełki: „nie myśl, że zapomniałem, gdzie Twój wymarzony brzeg, lecz nie ma łodzi ani mostów w poprzek rzek i gdy dalej iść się chce, trzeba iść po dnie"...

Zmiana nastroju, szczypta pieprzu: „piosenka jest głupia" - powiedział autor i zaśpiewał o tym, że trzeba czasem się zabawić („żołnierzykowi się należy, laleczka lubi sobie przeżyć"). Tu uwodzi i rozkłada na łopatki kapitalny refren: „ona jest już duża, całkiem, cała, mogła już bać się i nie bała; on jest już duży, całkiem, cały i do nieprzytomności śmiały"). Spośród wszystkich uczuć, jakie wzbudził we mnie swoją sztuką bohater wieczoru, jednym z najbardziej dojmujących była... zazdrość. O piosenkę „Zanim sobie pójdziesz w świat", którą bard - jak sam powiedział - zobaczył, stojąc w progu pokoju dorastającej córki i o najcenniejsze wiano, jakie można dać dziecku opuszczającemu dom - słowa: „nic a nic się nie obawiaj żyć".

Opublikowany: 2009-11-27 16:30:00
Strony:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 4,80
Komentarze
Data:
 2010-09-26 16:45:50
Autor:
 widz
Treść:
 cieszę się,ze moglam byc na tym koncercie.Wspaniały.
e-mail:
 
Data:
 2009-12-29 11:54:20
Autor:
 Edytka
Treść:
 Dziękuję za piękną i budującą parafrazę, pozdrawiam najcieplej!
e-mail:
 edykasia@poczta.onet.pl
Data:
 2009-12-27 16:44:15
Autor:
 autor
Treść:
 Edytko" nic a nic nie obawiaj się pisać" pozdrawiam !
e-mail:
 
Data:
 2009-12-16 16:32:43
Autor:
 słuchacz
Treść:
 Ładnie napisane :) .
Szkoda, że przegapiłem i mnie nie było.
e-mail: