szukaj  |   kontakt

Szymek Zychowicz - Anna od cokołówJacek Gutry - Tyci taci senSzymon Zychowicz - Za oknem gwiazda

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2010 » BardoGrajka VIII - Jacek Kadis, Łukasz Majewski, Marcin Skrzypczak
Jacek Kadis, Łukasz Majewski, Marcin Skrzypczak - BardoGrajka VIII - 19 III 2010 - cd.
Poprosiwszy znakomitych kolegów o wspomnienie najdziwniejszych albo najzabawniejszych chwil ich bardowskiego żywota, Jacek Kadis opowiedział, jak na jednym z festiwali dwukrotnie i bez skutku próbował zaśpiewać „Piosenkę nienapisaną”. Dla kraśniczan jednak ze wszystkich sił wytężył swą pamięć, i niefortunny utwór, pieśń memento („gdybym stał się na ludzi głuchy, ona człowiekiem we mnie zadźwięczy”), tym razem wybrzmiał: „wreszcie piosenkę tę usłyszałem, skądś przypłynęła niespodziewanie - lecz słów i dźwięków nie zapisałem, brakło talentu... i niech tak zostanie”. Kontrę Łukasza stanowiła świeżuteńka, tygodniowa zaledwie „Piosenka bez tytułu”, prosta i życiowa: „ludzie się godzą, czasem rozchodzą i rosną dzieci, i licznik leci (…) gdy raz ostatni dotkną już tafli i nic pod nią nie mają (…) najczęściej umierają... plum”. W Marcinie w tym czasie dojrzały słynne, mocne „Suplikacje” z tekstem Beaty Obertyńskiej: „od tundry twarzą w niebo leżącej na wznak, od zmory białych nocy, od komarzych młak, od nagłych a niespodzianych wymarszów ponocnych (…) wybaw nas, Panie! (…) my nędzarze zawszeni, my co głód nas ogłupia, my rzesza bezimienna do dna krzywdą otruta (…) my pocieszni, my grzeszni, Ciebie Boga błagamy”.

Po szaleńczo ekspresyjnej pieśni przyszła kolej na prześliczną piosnkę o miłości, manifest nieporadności zakochanego mężczyzny, który znów coś nabroił: „a chciałem tylko oddać Tobie tę Twoją część, co noszę w sobie, Amore!”. Chociaż to nie Jacek był adresatem lirycznego wyznania, wzruszył się tak bardzo, że postanowił zagrać piosenkę „Ze światów dwóch” („...na jeden próg powróćmy i zostańmy już”), którą ze względu na wielką tremę gra rzadko, a która jest bardzo osobistym, intymnym wręcz wezwaniem: „darujmy się sobie choć jeden raz, nie tak jak daruje się winy”. Panowanie „liryki, liryki, tkliwej dynamiki” – jakby powiedział Konstanty Ildefons – zostało niespodziewanie przerwane dokonanym przez trzech mężów (w tym jednego kawalera) otwarciem wątku zoologicznego. Zainicjował go Jacek „Bajką dla dużych chłopców”, z pozoru niepoważną, graną często przez autora w kabarecie, który współtworzył, ale tak naprawdę pełną dramatyzmu, traktującą o miłości skazanej na niespełnienie; wystarczy odrobina empatii, by poczuć ból żuka gnojarza moczymordy zakochanego w pluskwie, u której nie ma szans, bo jej się marzy kariera w szołbiznesie... (tu, jak zwykle, wzruszyłam się...) W set zwierzęcy wpisał się także Łukasz piosenką o odwiecznej wojnie czworonożnych przyjaciół człowieka „Pies i kot”, z zabójczym refrenem „hau hau, miau miau”, którym bard miał niegdyś okazję (a propos z życia wziętych anegdot) obdzielić szacowne grono jury partyzanckiego (vel turystycznego) festiwalu. Piosneczka, chociaż niefrasobliwa, kończy się niepokojącą konstatacją na temat końca walki – będzie ona trwać, dopóki różnic w gatunkach „nie zatrze ambitny genetyk”... Mariusz z kolei pochylił się nad losem innego maleńkiego stworzenia; kolejne etapy życia tytułowego chomika odmierzały refreny: „monotoni monotono – onanoni onanono – patologi patologo – folozofi filozofo”.

Tragiczne losy temperamentnego gryzonia (spieszę pocieszyć wszystkich przejętych – chomiki tyle nie żyją) zakończyły zasadniczą część wieczoru. Tradycja dopomniała się jednak o bis i to bis do trzeciej potęgi. Pierwszy zadośćuczynił woli słuchaczy Marcin, piosenką o wszystko mówiącym tytule „Bezzębna Wenus”, przestrzegając: „bezzębna miłość cię zje”. Łukasz zaśpiewał ulubiony utwór Jacka, uroczą „Pieśń o bałwanach”, dedykowaną kolegom, których przerosła wizja ojcostwa pana Majewskiego i rzeczywiście będącą słodką odtrutką dla dziecioopornych. Kraśnicki bard natomiast, z wrażenia zapomniawszy tytułu swej piosenki i naprędce ochrzciwszy ją „Bez tytułu”, opowiedział o księdze życia, niezrozumiałej i pełnej niewiadomych – „lecz nie chcę pytać jeszcze Autora, wszak z Nim spotkanie to ostateczność”. Pałeczkę przejął następnie Łukasz, objaśniając „Jak to jest”: „wciąż za rajem tęsknię, w piekło wchodzę bez spojrzenia w tył, zmiana temperatur we mnie tylko wzmaga chęć do tego, abym jeszcze żył; krokiem adekwatnym do rozwoju zdarzeń idę przed siebie i marzę” (od dzisiaj moje motto!).
Opublikowany: 2010-04-26 16:09:32
Strony:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 3,80
Komentarze