szukaj  |   kontakt

Noro Lim - Tylko tyleDariusz Wasilewski - Chodze i pytamBartek Dzikowski - CRAZY LIFE

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."


strona główna » relacje z imprez » rok 2010 » BardoGrajka VIII - Jacek Kadis, Łukasz Majewski, Marcin Skrzypczak
Jacek Kadis, Łukasz Majewski, Marcin Skrzypczak - BardoGrajka VIII - 19 III 2010
19 marca 2010 roku na bardograjkową scenę w Kraśniku wkroczyli kolejno: Marcin Skrzypczak (nazywany dalej MS), Łukasz Majewski (dalej ŁM) i Jacek Kadis (JK). Tak zmasowanego ataku na uszy, oczy i wrażliwość publiczności jeszcze w historii spotkań z twórczością bardów nie było. Wzięci w jasyr miłośnicy piosenki literackiej przepadli na ponad dwie godziny, a i tak – jak znam życie – niejeden chętnie przy pomocy płyty, radia czy jutuba przypomina sobie tkliwie czas słodkiej niewoli...
Edyta Bodys | 
Koncert męskiego trio rozpoczął Jacek – a jakże - „Bardograjką”. MS: Jakby o mnie... Łukasz Majewski, wspomagany akompaniamentem Marcina Skrzypczaka, na wejście zagrał „Stół”, pieśń o nocnej chwili gorzkiej zadumy („a teraz jest stół, na stole jest pół, w marzeniach strach zostać, bo brudno”). JK do ŁM: Było strasznie. MS do ŁM: Trzymasz formę. ŁM do MS: A Ty grałeś coś? (…) MS: Jak będę grał, to nie tupajcie. JK: To graj nierytmicznie. Intro Marcina stanowiła „Piosenka kulturalna”, okraszona solo Franka, człowieka „ulycy”. Utwór o brutalnej rzeczywistości śpiewał bard – brutal; Marcin tak szarpał struny biednej gitary, że ją chyba musiało boleć. (Pomyślałam, że bardzo jest mu oddana, skoro to znosi w nie-milczeniu. Dzielna, polska gitara...)

 Drugą rundę otworzyła pieśń Jacka Kadisa „Jak ślepiec” („mam w sobie miłość do całej ludzkości, nie mija ona wraz z wiekiem, lecz uciekając od samotności wciąż mijam się z drugim człowiekiem”), napisana po jedynym festiwalu, na którym autor nie wystąpił, po nocy spędzonej z ŁM i MS. MS: Tak się wykańcza konkurencje, proszę Państwa. Łukasz z kolei zaśpiewał o tym, co mógłby – z sensem lub bez – zrobić: „mógłbym kupić przyszłość z kart, rzecz na każdą kieszeń, lecz gdy wiem, co ma się stać, to mniej się ucieszę”. „Ja czuję się jak wiosna przy Was” – oddał cześć nieco starszym kolegom Marcin i zaśpiewał „Piosenkę podbojową”, o miłości – jak podkreślił – mężczyzny i kobiety, dresiarski hymn (gitara wciąż bezgranicznie oddana właścicielowi). JK: Łukasz ma piękne piosenki o miłości, co prawda nie znam ani jednej, ale mówią na mieście. Dobrze mówią – gdańszczanin zaśpiewał piosenkę o Eli, która – do czasu – zawsze była. Po raz kolejny wywołana do tablicy miłość sprowokowała także Jacka do opiewania najpotężniejszej jej odmiany. Wybrzmiał „Autoerotyk” (MS: „Ooo, teraz będę słuchał”), dossier przedwyborcze Jacka: „jestem sobie idol i fan”; niby śmieszne, niby na niby, ale chwilami wiało grozą: „pierwsze skrzypce gram od zawsze, jak ja gram tak reszta tańczy, tylko głusi głupcy nie idą w tan; lecz łaskawie im zapomnę, nie ich wina że ułomni, a ułomnych to mi czasem żal”...

„Nikt dla mnie nigdy nie napisał piosenki, więc sam sobie napisałem” – pożalił się Łukasz Majewski i zaśpiewał refleksyjną, pełną „mobilnych” metafor („na nerwy w chłodnicy wciąż wody brakuje i układ sumienia już tak nie hamuje”) „Piosenkę na koniec roku”. Jacek, poruszony wprowadzoną przez Łukasza nostalgią, poprosił Marcina o specjalną pieśń. JK: Pamiętasz, przy niej się poznaliśmy. MS: Sokoły? „Suplikacje” musiały jeszcze poczekać, Marcin postanowił bowiem wypowiedzieć wojnę – „tobie wielki świecie (…) światową na zawsze, wygra tylko dobry, religijną może – jutro się nie modlę”. Bunt odsłonił w całej okazałości specyficzną barwę głosu Marcina. Kojarzy się ona z... hmmm... przecinkiem... śpiączką... Nie napiszę tego wprost, bo zakiełkował we mnie dyplomatyczny domysł, że gdy gdy się śpiewa TAK, nie chce się słyszeć, że się śpiewa JAK... Klimat wyczarowany przez poprzedników podtrzymał Jacek w przejmującej, rozliczeniowej „Piosence do lustra”: „bywa, że w lustro patrzę niepewnie, w szkle już niejeden szukał odsieczy, ale zwierciadło drwi chłodno ze mnie, możesz się odbić lecz nie polecisz”. „Skoro już tak zaglądamy w siebie i wyciągamy te wnętrzności...” – Łukasz odkrył przed publicznością „Światy” (bo zazwyczaj w życiu istnieją dwa): „pomiędzy światami pośrodku ja stoję i nie dowierzam, że oba są moje; pierwszego nie czuję, drugiego nie widzę, prawego się boję, za lewy się wstydzę”. „Panie akustyku, poproszę więcej talentu na gitarę” – z fałszywą skromnością Marcin Skrzypczak przygotował się do wykonania przepięknej, pełnej żalu („wszystko mogło być inaczej”) i tkliwości „Kolędy wędrującej”. Jak zaznaczył Jacek, chociaż trwał Wielki Post, przejmująca pieśń pozostawała aktualna („na sianeczku Jezus kwili, klęczą przy nim ci, co potem go zabili”). „Po takiej piosence trudno coś zaśpiewać sensownego, więc zaśpiewam coś swojego” – oznajmił Jacek i zaprezentował napisaną „we współpracy z Puszkinem” w hołdzie nadziei „Siostrę nieszczęśliwych”, z daleko posuniętymi, świetnymi figurami: „miało Cię wielu i wielu mieć będzie, i nikt nie krzyknie w twarz: ulicznica! choć zapraszałaś w swoje objęcia tych, których domem ulica”.
Opublikowany: 2010-04-26 16:09:32
Strony:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 3,80
Komentarze