R Y K O S Z E P T Długo oczekiwana przez fanów płyta szczecińskiego zespołu Rykoszept jest już dostępna. Na krążku można znaleźć kilka własnych kompozycji zespołu do tekstów Olka Różanka oraz dwa covery zagranicznych wykonawców: Petera Gabriela i Lenygo Kravitza. Płyta dostępna w ISAK.SKLEP [więcej ...] Płyta DGZZ Debiutancka płyta Daniela Gałązki z Zespołem (DGZZ). Teksty m. in. Piotra Brymasa, Grzegorza Kolasińskiego, Jonasza Kofty. Muzyka Daniela Gałązki. [więcej...] Introspekcja Debiutancki album Krzysztofa Napiórkowskiego pt. 'Introspekcja' Pod tym hasłem kryje się 12 utworów autorstwa Napiórkowskiego. Płyta dostępna w ISAK.SKLEP [więcej ...] |
posłuchaj fragmentów:
|
IX Zajazd Bardów 2010 - Augustów 5-6 II 2010
Zajazd Bardów jest, przynajmniej według mojego kalendarza, wydarzeniem inaugurującym nowy sezon festiwalowy. Zawsze odwiedzam go z ogromną przyjemnością. Lubię wyprawiać się na północny wschód m.in. ze względu na moje podlaskie korzenie oraz sentyment do tamtych stron. Jednak sam Zajazd, dzięki wyjątkowej atmosferze, sprawia, że chce się na niego wracać. Bez wątpienia ogromny wkład w tworzenie tego niezwykłego klimatu ma osoba Adama Andryszczyka (gościnnego organizatora) oraz konsekwencja z jaką wciela on w życie własną wizję tej imprezy, dbając o jej stale wysoki poziom. Dzięki temu Zajazd dorobił się wiernej, pierwszorzędnej publiczności, która na początku każdego roku, wśród śniegów i mrozu, uparcie pielgrzymuje na Podlasie z najróżniejszych zakątków Polski. W tym roku Zajazdowi Bardów towarzyszyła przecudnej urody zima - śnieg po pachy, siarczysty mróz i piękne słońce. Bardzo dobrze wspominam wyjątkowo gościnne progi klubu "Szekla", w którym odbywała się impreza. Wojtek, życzliwy gospodarz Szekli, czujnym okiem baczył na wszystko, dla każdego miał ciepłe słowo. W międzyczasie zajmował się fotograficznym dokumentowaniem wydarzenia, niezmordowanie oślepiając nas lampą błyskową swojego aparatu. Jego przemiła rodzina dbała, zza baru, o to by głodnym nie brakowało babki ziemniaczanej czy kartaczy, a spragnionym wszelkich napojów. Koncerty rozpoczynające się późnym popołudniem dobiegały końca sporo po północy, a radosna integracja trwała do wczesnych godzin porannych. W przerwach między koncertami mogliśmy oglądać materiały filmowe i fotograficzne z poprzednich edycji Zajazdu. Tegoroczni laureaci konkursu "O ślad" spotkali się z ciepłym przyjęciem ze strony publiczności. Choć stosunkowo młodzi, mieli słuchaczom wystarczająco dużo mądrych rzeczy do przekazania. Ich twórczość odebrałam bardzo pozytywnie. Przyznaję, że poszczególnych zajazdowych występów słuchałam z różnym stopniem zainteresowania. Pierwszego dnia Zajazd zainaugurował występ Piotra Szauera (laureata konkursu "O ślad"). Następnie usłyszeliśmy Łukasza Jemiołę. Celowo piszę, że usłyszeliśmy, gdyż widać go było ledwo ledwo. Wbrew protestom "reporterów" oraz części widowni Łukasz dopiął swego i zgodnie z własną wizją artystyczną wystąpił przy świetle jedynie sześciu maleńkich świeczek... Bo ludzie przychodzą na koncerty dla muzyki, a nie dla wykonawcy. Wbrew początkowym obawom części osób, nikogo na widowni ciemności nie skłoniły do drzemki. Wprost przeciwnie! Publiczność świetnie się bawiła i nie chciała wypuścić go ze sceny. Łukasz już taki jest. Potrafi w półtorej minuty porwać i rozkochać w sobie słuchaczy. Na szczęście jego urok pozostaje nie bez pokrycia. Doskonale nawiązuje kontakt z publicznością. Fantastycznie gra i śpiewa. Przy okazji warto wspomnieć, że Łukasz przyznał, iż jest "bardem pół na pół", ponieważ rzadko pisze swoje piosenki, więcej śpiewa cudzych, często nieznanego autorstwa. Jego repertuar obejmuje m.in. folklor miejski i przedmiejski oraz piosenki przedwojenne. "Brakuje mi teraz takich piosenek. Dawniej ludzie pisali piosenki o tym czego im brakowało albo takie bardziej przystające do życia" - mówi. Konferansjer (Andryszczyk) wyczuwając nastroje panujące na sali zaproponował przynajmniej jeden bis. Piosenek na bis było sześć, a mimo wszytko odczuwało się pewien niedosyt. Następnie na scenie pojawił się Piotr Bakal, a po nim Tomek Wachnowski w towarzystwie Marka Wierzchuckiego (którzy wystąpili w zastępstwie za pierwotnie zapowiadanego Marcina Różyckiego). Zobacz również:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 4,60
Komentarze
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||



W tym roku Zajazdowi Bardów towarzyszyła przecudnej urody zima - śnieg po pachy, siarczysty mróz i piękne słońce. Bardzo dobrze wspominam wyjątkowo gościnne progi klubu "Szekla", w którym odbywała się impreza. Wojtek, życzliwy gospodarz Szekli, czujnym okiem baczył na wszystko, dla każdego miał ciepłe słowo. W międzyczasie zajmował się fotograficznym dokumentowaniem wydarzenia, niezmordowanie oślepiając nas lampą błyskową swojego aparatu. Jego przemiła rodzina dbała, zza baru, o to by głodnym nie brakowało babki ziemniaczanej czy kartaczy, a spragnionym wszelkich napojów. Koncerty rozpoczynające się późnym popołudniem dobiegały końca sporo po północy, a radosna integracja trwała do wczesnych godzin porannych. W przerwach między koncertami mogliśmy oglądać materiały filmowe i fotograficzne z poprzednich edycji Zajazdu.
Tegoroczni laureaci konkursu "O ślad" spotkali się z ciepłym przyjęciem ze strony publiczności. Choć stosunkowo młodzi, mieli słuchaczom wystarczająco dużo mądrych rzeczy do przekazania. Ich twórczość odebrałam bardzo pozytywnie. Przyznaję, że poszczególnych zajazdowych występów słuchałam z różnym stopniem zainteresowania. Pierwszego dnia Zajazd zainaugurował występ Piotra Szauera (laureata konkursu "O ślad"). Następnie usłyszeliśmy Łukasza Jemiołę. Celowo piszę, że usłyszeliśmy, gdyż widać go było ledwo ledwo. Wbrew protestom "reporterów" oraz części widowni Łukasz dopiął swego i zgodnie z własną wizją artystyczną wystąpił przy świetle jedynie sześciu maleńkich świeczek... Bo ludzie przychodzą na koncerty dla muzyki, a nie dla wykonawcy. Wbrew początkowym obawom części osób, nikogo na widowni ciemności nie skłoniły do drzemki. Wprost przeciwnie! Publiczność świetnie się bawiła i nie chciała wypuścić go ze sceny. Łukasz już taki jest.
Potrafi w półtorej minuty porwać i rozkochać w sobie słuchaczy. Na szczęście jego urok pozostaje nie bez pokrycia. Doskonale nawiązuje kontakt z publicznością. Fantastycznie gra i śpiewa. Przy okazji warto wspomnieć, że Łukasz przyznał, iż jest "bardem pół na pół", ponieważ rzadko pisze swoje piosenki, więcej śpiewa cudzych, często nieznanego autorstwa. Jego repertuar obejmuje m.in. folklor miejski i przedmiejski oraz piosenki przedwojenne. "Brakuje mi teraz takich piosenek. Dawniej ludzie pisali piosenki o tym czego im brakowało albo takie bardziej przystające do życia" - mówi. Konferansjer (Andryszczyk) wyczuwając nastroje panujące na sali zaproponował przynajmniej jeden bis. Piosenek na bis było sześć, a mimo wszytko odczuwało się pewien niedosyt. Następnie na scenie pojawił się Piotr Bakal, a po nim Tomek Wachnowski w towarzystwie Marka Wierzchuckiego (którzy wystąpili w zastępstwie za pierwotnie zapowiadanego Marcina Różyckiego). 