szukaj  |   kontakt

Piotr Szauer - Z nadziejąKatarzyna Brzozowska - KołysankaJudyta Wenda - Wołanie

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2011 » IV Festiwal Piosenki Innej w Lubawie - relacja
Inna Piosenka w Lubawie – spotkanie czwarte cd.

Koncert Kamila Wasickiego miałem już okazję oglądać na tegorocznej radomskiej Łaźni w warunkach sali koncertowej. Muszę przyznać, że plener zdecydowanie bardziej służy tej muzyce. Lider był w bardzo dobrej kondycji wokalnej, a wieczorna, deszczowa atmosfera lubawskich łazienek potęgowała doznania, choć doprowadziła też do drastycznego zmniejszenia się ilości słuchaczy. Set rozpoczął się potencjalnie radiowym „Między Bogiem a moim domem”, dalej zabrzmiał „List do poety” oraz „Niech tak będzie”, którego akordeonowy wstęp nieodłącznie kojarzy mi się z Kultową „Arahją”. Z kolei „Na poddaszu” to autobiograficzna, sentymentalna historia o początkach poetyckiej drogi lidera – tym bliższa, że wielu z nas miało lub ma takie miejsca nadal. Jednym z najbardziej sugestywnych momentów były „Dary”, których próżno szukać na debiutanckiej płycie, a szkoda, bo mocny tekst wspaniale buduje duszno snującą się całość i finalnie doprowadza do kulminacji z uporczywie powtarzanym pytaniem. Teraz trochę narzekania – choć aura lubawskich łazienek ciekawie współgrała z „Modlitwą poety”, ta okazała się utworem nieco przydługim. Wasicki z zespołem mają niestety tendencję do zbyt patetycznego i sztucznego wydłużania utworów, co za którymś razem bywa już nieco irytujące. Przeszkadzać może również niewielki stopień zróżnicowania niektórych aranżacji, mimo obecności w składzie saksofonu i akordeonu, które definiują brzmienie całości. Cóż, widocznie taka już stylistyka kompozycji lidera, który preferuje głównie dwie tonacje, a w skrajnych przypadkach delikatnie ociera się nawet o autoplagiat (wystarczy porównać wstęp „Tylko tyle” i „Między Bogiem a moim domem”). Szkoda, że z całego debiutu zabrakło mojego ulubionego „Czasem tak bywa” – niech tytuł posłuży za komentarz. Bis niestety mnie ominął – mam nadzieję, że Kamil mi wybaczy.

Na koniec dorzucę jeszcze trochę refleksji dotyczących samego festiwalu. Wkład dyrektora artystycznego Piotra Szauera w animację i popularyzację szeroko pojętej piosenki artystycznej jest z pewnością godny odnotowania. Jego działalność dziennikarska na studenckiej antenie radiowej oraz liczne wywiady, które przeprowadza ze znanymi i mniej znanymi osobistościami piosenki obiektywnie zasługują na szacunek. Mam jednak poważne wątpliwości, czy rodzinne strony organizatora to najlepsze miejsce na wydarzenie, jakim jest festiwal piosenki „zaangażowanej”. Miasto nie posiada ani bazy noclegowej, ani odpowiedniego miejsca na wieczorne spotkania – te w restauracji „Spichlerz” przypominały raczej granie do kotleta z niewielkim audialnym (nie mówiąc już o intelektualnym) udziałem publiczności. Możliwe, że z faktu lokalizacji nie byli zadowoleni również sami artyści – po minie dość zmęczonego, zdaje się, Tomka Wachnowskiego oraz popisowych prośbach o ciszę Tomka Saleja mogła słuchacza taka myśl nawiedzić. Lubawa jednak – przede wszystkim – nie posiada publiczności (a może lepiej rzec: targetu?) Jak wyjaśnić wciąż stosunkowo niewielki jej wkład w koncerty odbywające się w urokliwych, skądinąd, Łazienkach Miejskich, czy w lubawskim MOKu rok temu? Promocja medialna festiwalu, konieczność zdobycia sponsorów, materiały dla wykonawców i inne działania merytoryczne – to wszystko wymaga dużego nakładu pracy i cierpliwości, który – mam wrażenie – zwraca się w sposób niewystarczalny. Chyba, że Piotr Szauer powołał do życia FPI, aby wpisać się w mapę krajowych imprez tego typu (można je policzyć na palcach jednej ręki) i z nimi konkurować dla zaspokojenia własnych ambicji? A może zyskać pole do walki o zwiększenie obecności piosenki artystycznej w mediach?

Inna sprawa to uczestnicy. Kwalifikacje zgłoszeń na podstawie materiałów demo pozwalają sądzić, iż organizator szczególnie troszczy się o poziom późniejszych prezentacji konkursowych. IV edycja festiwalu pokazała dość zróżnicowaną stylistykę (nawet wśród bardów, którzy stanowili połowę uczestników). W tym jednak układzie jury, złożone po połowie z dziennikarzy i bardów, wydaje się być najzwyczajniej stronnicze, z zasady pomijając podmioty wykonawcze, które stylistycznie nie znajdą się w kręgu ich muzycznych kompetencji (dodajmy – nie zawsze wysokich). Czy więc rzeczywiście każdy gatunek muzyczny ma szansę na zauważenie w Lubawie, czy jest to tylko medialne bicie piany? Co można sobie myśleć o ostentacyjnym zachowaniu Szanownej Jurorki, która obściskuje się z uczestnikami lub głośno wyraża swoje radykalne poglądy jeszcze przed oficjalnym podaniem werdyktu? Wszak bycie pasjonatem, zbieractwo płyt i zabawa w dziennikarza nie zawsze upoważniają do bycia jurorem, którego podstawą działania powinna być umiejętność wyrażenia i uzasadnienia krytycznego sądu – a to nakłada pewne wymagania. Zdaje mi się, że mam do powiedzenia więcej niż całe Jury, co starałem się udowodnić powyżej.

 

Opublikowany: 2011-10-01 10:00:00
Strony: