szukaj  |   kontakt

Dzidka Muzolf - Latarnik JanKamil Wasicki - Gdzieś między BogiemDominika Barabas - Ballada tramwajowa dla małej blondyneczki

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


Inna Piosenka w Lubawie - Spotkanie Trzecie

Festiwal Piosenki Innej powoli zyskuje trwałe miejsce na wakacyjnej mapie zmagań artystycznych, stając się obowiązkowym przystankiem w kalendarzu każdego fana „niepotrzebnych słów i dźwięków”. Jego trzecia edycja odbyła się w dniach 6-8 sierpnia tego roku w Lubawie, niewielkim warmińskim miasteczku położonym między Lidzbarkiem Welskim a Ostródą.

Michał Zawadzki | 

W natłoku etykiet, jakimi posługują się organizatorzy rozmaitych spotkań i przeglądów w Polsce, piosenka „inna” jest określeniem tyleż enigmatycznym, co pojemnym, ma bowiem szansę skupić wykonawców różnych gałęzi ogólnie pojmowanej piosenki artystycznej. Swoje miejsce na festiwalowej scenie odnajdą więc zarówno wykonawcy poezji śpiewanej, piosenki poetyckiej, turystycznej, jak i tej zmierzającej stylistycznie w kierunku estrady czy aktorstwa. Istnieje jednak podstawowy warunek – prezentowany repertuar musi być autorski. I choć w szranki stają zarówno soliści, jak i zespoły, nietrudno się domyślić, iż zazwyczaj mamy do czynienia z przewagą bardów, będących z definicji najczęściej autorami, kompozytorami i wykonawcami w jednym. Druga istotna różnica w stosunku do innych przedsięwzięć tego typu to fakt, iż prezentowany jest półgodzinny recital w miejsce dwóch-trzech utworów, które w rzeczywistości często nie mają szansy przemycić wystarczająco silnego komunikatu o osobowości scenicznej oraz talencie autorsko-kompozytorskim uczestnika. Tym faktem lubawski festiwal wpisuje się w mniej popularny nurt imprez recitalowych, konkurując z zasłużonymi już kwidzyńskimi Wieczornymi Nastrojami, czy lubelskimi Ogrodami Piosenek.

W tym roku pierwsze sitko konkursowych eliminacji wyłoniło 14 podmiotów wykonawczych, a finalnie swój recital zaprezentowało 12 z nich. Pierwszy dzień przesłuchań rozpoczęła Iwona Stępnowska-Chudek z Mrągowa, która, oprócz autorskich piosenek, tworzy również do wierszy Haliny Poświatowskiej oraz w języku hiszpańskim. Nie jest łatwo być pierwszym, co potwierdziła swym występem, mimowolnie darując akustykowi darmową lekcję nagłośnienia gitary, z której jednak przez całe pół godziny nie skorzystał i odpowiednie proporcje pomiędzy wokalem a akompaniamentem nie zostały wyrównane. Co do samej wykonawczyni – wokalnie i kompozycyjnie nie powaliła, ocierając się nieco o ogniskowy szansonizm. Na pewno także nie zjednały mojej sympatii ciągłe wycieczki kapodastra po gryfie, który – choć pomocny w osiąganiu trudniejszych gitarowych tonacji, nie powinien ograniczać zdolności gry do kilku pozycji. Nie zmienia to faktu, że niektóre kompozycje („Modlitwa albo kamień”, „Pod warstwą tłuszczu”, „Kobiety, które są głupie”), gdyby tylko dodać im nieco więcej przyprawy zwanej sceniczną charyzmą, zyskałyby nowe życie i całkiem spory potencjał przebojowości. Najbardziej zaciekawiły mnie poetyckie teksty, zarówno autorskie, zgrabnie przesycone kobiecością oraz frapująco ujętymi obserwacjami, jak i np. interesujący wiersz Joanny Kulmowej.

Jako kolejny uczestnik zaprezentował się Remigiusz Szuman z Mosiny, niewidomy gitarzysta klasyczny oraz pieśniarz, dysponujący charakterystyczną, lekko zachrypniętą barwą głosu; laureat myśliborskiego SMAKu, zielonogórskiej Włóczęgi oraz festiwali m. in. w Olsztynie i Bytomiu. Z recitalu tego wielkopolskiego barda na wyróżnienie niewątpliwie zasłużyła zaskakująco prawdziwa „Pieśń tułacza”, autentycznie wzruszająca „Kołysanka”, czy też beztrosko przebojowa, świetna tekstowo „Miłość”. Szkoda, że akompaniująca wykonawcy elektroklasyczna gitara znowu nie miała szans zabrzmieć soczyściej, chociaż opanowanie instrumentu na pewno obiektywnie zasługuje na szacunek. Mimo małych trudności i wpadek – duże brawa za teksty, subtelnie dozowane emocje oraz szczerość i bezpretensjonalność muzycznej wypowiedzi.

Trzeciego z kolei, Tomasza Kazimierza Lewandowskiego z Tarnowa, dopadło zjawisko, które na swój użytek nazywam „syndromem barda”. O ile można wybaczyć wokalną niedbałość, zrzucając ją na karb charakterystyczności barwy (głosu barwa – cecha barda – chciałoby się rzec), o tyle kompozycyjnie piosenki zawarte w recitalu były raczej podobne do siebie i dość nijakie. Nie jestem zwolennikiem poglądu w pewien sposób upowszechnionego w twórczości tego typu, iż muzyka zasadniczo może pełnić służalczą rolę w stosunku do ważniejszego tekstu, jako że bardziej liczy się literacki przekaz. Istotnie, w twórczości Lewandowskiego teksty zdecydowanie są o czymś, przemycając i retrospekcję historyczną miasteczek Ponidzia („Wiślica w deszczu”) i współczesne inspiracje klimatem miast Mazowsza („Wiosna w Radomiu”), czy nawet tematykę łowiecką („Kolęda liczenia zwierząt”). Trochę więc szkoda, że szata muzyczna okazała się mało interesująca, nie zostawiając w mojej głowie prawie żadnego śladu, może poza „Wiślicą…” i balladą o Wielkiej Niedźwiedzicy, pobrzmiewającą twórczością Nohavicy.

Czwartym wykonawcą, a jednocześnie pierwszym z dwóch zespołów biorących udział w konkursie, okazał się „Wolny Przedział” z Kosakowa, czyli Dominika Franiak (wokal), Zbyszek Szukalski (gitara, darabuka) oraz Robert Słucki (gitara, cajón). Trio dość sprawnie poruszało się w nurcie piosenki łagodnej, z przewagą kompozycji nastrojowo-lirycznych. Ich twórczość skojarzyła mi się z „Wolną Grupą Bukowiną”, czy istniejącym w latach 70. zespołem „Boom” Janusza Lipińskiego. I chociaż mam swoje ulubione piosenki, nie jestem specjalnym zwolennikiem śpiewania i grania tego typu. Z pewnością na uwagę zasługiwało wykorzystanie przez zespół tekstów Tadeusza Buraczewskiego czy Waldemara Chylińskiego. Odczułem jednak w tym kameralnym składzie wyraźny brak lidera, którego rolę śmiało mogłaby pełnić Dominika, gdyby tylko nieco odważniej śpiewała, popracowała nad emisją oraz nieco zobiektywizowała zapowiedzi kolejnych utworów – bo przecież to, co przepiękne dla niej, nie musi takie być dla publiczności. Ogólne wrażenie pozytywne, ale bez rewelacji.

Opublikowany: 2010-11-17 16:50:00
Strony:
Oceń relację
Średnia ocena: 3,23
Komentarze