szukaj  |   kontakt

Agata Gałach - Jak kamieńSergiusz Stańczuk - Widokówka na nieboDzidka Muzolf - Latarnik Jan

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2012 » Brzmimy tak dobrze, że aż nam się nie chce grać - koncert Kasprzycki Band
Brzmimy tak dobrze, że aż nam się nie chce grać - koncert Kasprzycki Band

W czwartek, 18 października 2012r, w Imparcie odbył się koncert jednego z reprezentantów piosenki autorskiej. Poza piosenkami (także premierowymi), usłyszeliśmy całą masę anegdot, którymi solista sypał jak z rękawa. Po przeszło dwóch godzinach czułam się tak przysypana, że aż trudno było mi wyjść z zaspy, w jaką niepostrzeżenie wpadłam.

Dorota Olearczyk | 

„Dzień, chwila, moment” to tytuł recitalu, jak i jednego z nowych utworów, które zespół zaprezentował na scenie wrocławskiego Impartu. Artysta wystąpił wraz ze swoją formacją Kasprzycki Band. Grupa w składzie: Max Szelęgiewicz (gitary), Krzysztof Wyrwa (bas), Adam Zadora (perkusja) zabrzmiała pełnią muzycznej mocy. W programie koncertu, poza najbardziej znanymi i lubianymi utworami, znalazło się wiele nowych, żywiołowych piosenek. W tym składzie Robert Kasprzycki przyjechał do Wrocławia po raz pierwszy. Brzmiał donośnie, rytmicznie i niespodziewanie głośno. Emanował, jak to bywa w jego zwyczaju - niespożytą energią i poczuciem humoru. Śpiewaliśmy z nim: „niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj”, „raz, dwa trzy, pięć...mocniej obejmij mnie”, „odnajdzie mnie, na samym dnie, jej cichy głos, jej niewidzialna dłoń”... Ale żeby usłyszeć swój głos i zobaczyć na twarzy wykonawcy zadowolenie ze wspólnego śpiewania, musieliśmy się mocno natężać. Przekrzykiwanie trzech podłączonych do prądu gitar i perkusji wymuszało od publiczności przejścia ze stanu subtelności i wyrafinowania do stanu krzykliwości i ekstrawertyczności. Pewnie nie wszyscy chcieli się poddać takiej metamorfozie od razu. „Jesteśmy przejęci, bo trzeci raz tutaj gramy, a ludzie są ci sami”- powiedział Kasprzycki zapowiadając kolejną piosenkę. I natychmiast dodał : „Ludzie są cisami, dębami, olchami- takie błyskotliwe skojarzenia”. Bawił się słowami, stylami muzycznymi, konwencjami. „Brzmimy tak dobrze, że aż nam się nie chce grać”- powiedział przy kolejnej dłuższej zapowiedzi.

Koncert o tytule „Dzień, chwila, moment” trwał ponad dwie i pół godziny. Wydaje się, że nowa, głośniejsza odsłona Roberta Kasprzyckiego znalazła swoich zwolenników.

Opublikowany: 2012-11-03 06:10:00

fot. Julian Olearczyk