szukaj  |   kontakt

Jacek Gutry - Szalona żonaSzymon Zychowicz - Ostatni razPiotr Szauer - Z nadzieją

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2009 » Bardowie bez granic OPPA 2009
Bardowie bez granic OPPA 2009 - Warszawa 26 XI 2009
Niezwykle interesująco wypadł koncert międzynarodowy zorganizowany w ramach OPPA 2009. Podczas tego właśnie wieczoru poczyniłam osobiste muzyczne odkrycie roku! I wsiąkłam totalnie...  Ale o tym - w stosownym momencie...
Ania Ozdobińska | 
Podczas koncertu swoją twórczość zaprezentowały cztery osoby. Jak na  prawdziwych bardów przystało, każda z nich akompaniowała sobie na gitarze. W sali Centrum Promocji Kultury Praga Południe wybrzmiewały pieśni w co najmniej sześciu językach... Świetnym pomysłem ze strony organizatorów było przetłumaczenie tekstów piosenek artystów zagranicznych na język polski i wyświetlanie ich na dużym ekranie w czasie występów ich autorów. Wprost nie wyobrażam sobie ilustrowania tej konkretnej relacji nagraniami audio bez przedstawienia wspomnianych tłumaczeń. Gorąco zachęcam do poświęcenia kilku chwil na ich lekturę. To naprawdę pyszne smakołyki - i to prosto z zagranicy!!! Jednak zanim przejdę dalej chciałabym podzielić się spostrzeżeniami na temat Centrum Promocji Kultury Praga Południe. To nowoczesne miejsce przyjemne dla oka, dla ciała jest przyjemne mniej. Latem na sali panował ukrop i trudna do zniesienia duchota (podobno klimatyzacja niewydajna), a teraz w listopadzie była tam istna lodówka - bez kurtki ani rusz i aż się prosiło, żeby wciągnąć czapkę. Dodatkowo niemiłosiernie skrzypiące drzwi  prowadzące na salę. Każde ich uchylenie zagłuszało występ. A ludzie kręcili się bez przerwy.  Naprawdę niełatwo skupić się na kontemplowaniu muzyki w tak niesprzyjających warunkach.  Przechodząc do rzeczy wspomnę tylko jeszcze, że będzie to moja pierwsza (chyba) relacja pisana w konwencji 'od końca'...

Andrzej GarczarekZatem jako ostatni na scenie pojawił się reprezentant gospodarzy, czyli Andrzej Garczarek. Można było wyczuć, jak publiczność czekała na to z nim spotkanie... Zaduma wisiała w powietrzu... Jego twórczość jest bardzo bliska mojemu sercu. Cóż, może to przez tą  ścianę  wschodnią majaczącą w tle... Ale co ja tu będę pisać... Lepiej oddać głos mistrzowi: "Witam przepięknie. Jestem szczęśliwy, radosny, że mogę wziąć udział w tym dzisiejszym, przepięknym, fantastycznym wieczorze tak różnych pieśni, że z tej radości chyba zaśpiewam jakąś żwawą piosenkę... Może nie koniecznie wesołą, ale żwawą". Tu zabrzmiało "Do Piotrowskiego - Poety". Nie zabrakło również kilku wspomnień: "Aż się nie chce wierzyć. Trzydzieści jeden lat temu zaśpiewałem na pierwszej edycji OPPY - ona się wtedy jeszcze nazywała Warszawskim Przeglądem Piosenki Autorskiej - i tam przyjechałem z piosenką "Ballada o chłopcach z Bazy Sokołowskiej" i, jakby to nie zabrzmiało, ta piosenka jest o wiele starsza, niż niejeden z kochanych widzów, słuchaczy naszej dzisiejszej imprezy. No ale tak to jest (...)". Publiczność nie chciała go wypuścić ze sceny. Jako jeden z bisów usłyszeliśmy legendarną pieśń zatytułowaną "Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał". A po niej komentarz autora: "Jest to naprawdę bardzo rzadka satysfakcja dla autora, kiedy stwierdza, że piosenkę, którą pisał kiedyś tak strasznie emocjonalnie, właściwie dzisiaj może wykonać jako tekst zdecydowanie historyczny już, gdzie realia się w Europie zmieniły. Nie ma już tych gazet, o których śpiewam, nie ma muru, świat jest po prostu inny i nie chcę broń Boże przeceniać swojej roli w zmianie tego świata piosenką, którą kiedyś napisałem, ale jest rzeczywiście nas paru wykonawców, którzy mieliśmy szczęście być we właściwym miejscu, o właściwej porze i zaśpiewać parę właściwych piosenek na czasie. A to, że się stało tak jak się stało, jest rzeczywiście fantastyczną sprawą i (...) chciałem z takiej czystej radości i satysfakcji podzielić się właśnie tym wrażeniem, że jest to piosenka właściwie już historyczna i niech taka zostanie".

Dota KehrJako przedostatnia wystąpiła dla nas Dota Kehr (Niemcy). Przywitała nas po polsku: "Dobry wieczór. Nazywam się Dota. Miło mi, że tu jestem. Mam nadzieję, że spodobają się wam moje piosenki". A piosenek Dota ma dwa rodzaje: smutne i straszne (przynajmniej tak mówi). Wesoła, prawdziwa, spontaniczna i żywiołowa na scenie. Publiczność jadła jej z ręki. I to właśnie Dota jest moim prywatnym muzycznym odkryciem roku 2009. I mam po temu swoje powody. Po pierwsze język niemiecki był moją zmorą od wczesnych lat szkolnych. Głęboka antypatia. Do słów, do brzmienia, wymowy... do wszystkiego. Antypatia kwitnąca w najlepsze przez lata została w jednej chwili przekreślona przez pierwsze wersy pierwszej piosenki zaśpiewanej przez Dotę... Czy to możliwe? Czy ona aby na pewno śpiewa po niemiecku? To takie przyjemne... Po drugie -  jej utwory. Interesujące melodie bardzo dobrze zagrane na gitarze (zjawisko nie takie znowu częste wśród kobiet). No i oczywiście teksty! Ich tematyka, spostrzeżenia, poetyckość, dobór słów... Doskonałe! Zwłaszcza jeśli się je rozumie w oryginale, bo wiadomo, że przy tłumaczeniu utwór zawsze coś traci... Po powrocie do domu zajrzałam na stronę Doty i za jej pośrednictwem kupiłam trzy z siedmiu (o ile dobrze pamiętam) jej płyt, na których piosenki są zaaranżowane na zespół... Wsiąkłam totalnie. Jestem od nich uzależniona... I jakże miłe jest to uzależnienie...

Czy zaniesiesz mnie

Tam, gdzie mieszkam, na klatkach schodowych kwitną róże,
i przy murach przeciwpożarowych, w bezdennie głębokich wykopach - także.
Tam, gdzie mieszkam, pomiędzy górami ze starego papieru,
wieczorami staruszkowie ćwiczą ze skrzatami na fortepianie,
a przy słonecznej pogodzie wszyscy leżą w parku - na brzuchu.

Czy zaniesiesz mnie, zaniesiesz mnie do domu...?
Czy zaniesiesz mnie, zaniesiesz mnie do domu...?

Tam, gdzie mieszkam, nauczyciele są mimami,
kościoły ruinami, a ulice galeriami,
tu zatrzymujesz się na każdym rogu.
Tu się nie przelicza, za to pięknie się kłamie.
Możesz mi wierzyć, byłam tam
i wszystko widziałam na własne oczy...

Czy zaniesiesz mnie, zaniesiesz mnie do domu...?
Czy zaniesiesz mnie, zaniesiesz mnie do domu...?

(...)

 
Przekleństwo krainy mlekiem i miodem płynącej

Jest taki nudny i pusty i taki „mniej więcej",
Jedyny kraj, jaki znam.
Jest taki nieskazitelny i subtelny i taki niezwykły.
Krótkie przerwy między posiłkami.
Tu wyświetlają wielkie kino
Z popcornem i pojedynczo zapakowanymi czekoladkami.
Tutaj wszystko jest najlepsze i ciągle, ciągle, ciągle, ciągle, ciągle tylko frykasy.
Ciągle, ciągle, ciągle, ciągle, ciągle, ciągle, ciągle, ciągle, ciągle tylko frykasy.

To właśnie przekleństwo krainy mlekiem i miodem płynącej.

Tu jest się leniwym i ciągle bezbarwnym, i zwisa się bezwładnie jak te gałganki.
I jak żarłoczna gąsienica, pęczniejąca chciwością, takie jak my jest nasze zwierzę herbowe.

Od małego udało nam się tu obeżreć i teraz zostajemy tylko z obowiązku.
Pozostaje jedynie ustawiczna troska o aktualną masę ciała.
Tutaj każdy żyje w ciągłym strachu przed nałożeniem podatku na jego środki emerytalne.
Oto męka wyboru spośród wielu możliwości i to jest wszystko normalne.

To właśnie przekleństwo krainy mlekiem i miodem płynącej.

(...)

Rzucanie cienia

Pokój jest prawie pusty. Jeszcze tylko
popołudniowe słońce i hałasy dobiegające z ulicy,
Kilka cząsteczek kurzu szybuje wokół w smudze światła.
Pokój jest prawie pusty. Jeszcze tylko ostatnie skrzynki
z kilkoma rzeczami, których najwyraźniej nie szukasz,
Spakowałam je dla ciebie.
Nie będę ci ich dostarczać.

Ref.
Teraz nie robią tu nic poza rzucaniem cieni.
Im później, tym dłuższe.
Zniekształcone przez czas w ukośnie padającym świetle.
A jeśli mnie ktoś pyta, mówię, że za tobą nie tęsknię.

Pokój jest prawie pusty.
Jeszcze tylko zdjęcia z czasów, kiedy mieszkaliśmy tu sobie we dwoje.
Z fantazji wysnuwaliśmy przyszłość. Wiele planów i marzycielstwa.

Ref.
Teraz nie robią tu nic poza rzucaniem cieni.
Im później, tym dłuższe.

(...)


Teren pod zabudowę

Poprzez nocne sztormy na falach niesieni
zostaliśmy wyrzuceni na bezludny brzeg,
w zapomnianym przez świat zakątku, gdzie wszystko, co widać, to -

Za nami trudy równin i pęknięcia gór, stoimy
zlani potem i spaleni słońcem,
patrzymy na pagórki i lasy i wszystko, co widzimy, to -
teren pod zabudowę, teren pod zabudowę

Po latach w laboratorium i przy stanowisku
neurobiolog wyjmuje bakterie z szafy,
i widzi pod mikroskopem struktury, które odkrył,
psychologicznie i logicznie i dawno temu -
teren pod zabudowę, teren pod zabudowę.

Ziemia jest krążkiem i aż po jego krawędź -
teren pod zabudowę.

Przed wielką premierą pewnej młodej gwiazdy
trwają zażarte dyskusje w felietonach i w barach,
krytycy i publiczność czekają w napięciu i wkraczają do tego -
teren pod zabudowę, teren pod zabudowę.

(...)

W pilnie strzeżonym świecie

Kochanie, zanim pójdziesz, spójrz - sierp księżyca czyni noc czarną, przez miasto, przez place przemykają pochylone postacie,
i ulicami, i dokądkolwiek idą, idą spowite w niewidzialne sieci.
I niepostrzeżenie także twoja twarz zamigocze w blasku ekranów, w odcieniach szarości.
I na szczycie schodów słyszę siebie krzyczącą w ślad za tobą:

Ref.
Tylko uważaj na siebie, żeby cię nie dostrzegły kamery,
Jeśli masz zamiar iść na zewnątrz przez ten pilnie strzeżony świat.

Skłam, jeśli spytają, gdzie mieszkasz, bo oni zbierają, zbierają
dane. A tak przy okazji, twoja kasa chorych dawno wie, co
kupujesz w supermarkecie i czy znają cię już na policji.
Ten, kto nie ma nic do ukrycia, ten nie ma się czego obawiać.
Robisz się podejrzany już wtedy, gdy chcesz uniknąć tego wariactwa.
W końcu uczciwość zależy od osądu obserwatorów,
których się nie widzi.

Ref.
Tylko uważaj na siebie....

(...)


Wszystko to Ty, wszystko w tonacji Dur

Dzwonienie zębami, zgrzytanie zębami, i do tego grubiańskie, gburowate
miny, spojrzenia, komentarze. To musi być ciężkie, prawdziwe życie,
każdemu jego los, jego ciężar, jego pociecha, byłam niemal
zrozpaczona wśród znoju długich ulic. Cóż tu po mnie?
Nie widzę dalszych dróg, drogę do Ciebie widzę tylko po horyzont.

A potem w Twoich ramionach, wszystko dobrze, wszystko inne nieważne,
wszystko to Ty, wszystko w tonacji Dur, wszystko to tylko śmiech od łaskotek, poczuj mnie dobrze,
to są chwile jak prezenty, jak drinki z soku limetki i alkoholu.
A potem w Twoich ramionach, wszystko dobrze, wszystko inne nieważne,
jestem wolna, jestem dzieckiem i jesteśmy w podróży,
świat do odkrycia stoi otworem,
więc równie dobrze możemy się tu jeszcze dziś ukryć.


I ple ple ple i pla pla pla, tyle paplaniny, a ja jestem coraz twardsza, i czekam, i gapię się w dal.
Abrakadabra, i oto jestem! W twych czterech ścianach - namiocie schronienia,
z oknem na niebo i drzwiami na świat.

A potem w Twoich ramionach, wszystko dobrze, wszystko inne nieważne,
wszystko to Ty, wszystko w tonacji Dur...

(...)


Opublikowany: 2010-02-02 23:10:00
Strony:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 1,50
Komentarze
Data:
 2010-02-05 00:34:14
Autor:
 Apolinary
Treść:
 Jeśli chodzi o język niemiecki i Dotę, miałem bardzo podobne odczucia.

Podobnie jeśli chodzi o pana Andrzeja. Cóż - niezmiennie RZĄDZI! :)
e-mail: