szukaj  |   kontakt

Tomasz Rokosz - Uderzasz w lódMichał Rogacki - Ludzie robią ludziApolinary POlek - Woła mnie Słońce

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


PATRONATY
TROMBITA 2018

YAPA 2018

Moja Wolności 2018

NieBajka Łukasza Majewskiego

"Podróż"


strona główna » relacje z imprez » rok 2011 » Bardograjka XV - Marcin Lenc
Bardograjka XV - Marcin Lenc cd.

 Marcin Lenc był dla mnie dotąd postacią nieznaną. Coś wspominał jego kolega po piórze i gitarze i serdeczny druh Jacek Kadis, czasem nawet zacytował „Skunksa” czy zanucił „Walczyka…”, ale narysowany rozmazaną kreską portret wciąż był obcy i daleki. Bardograjkowy recital przyniósł dwie szalenie miłe niespodzianki. Primo: słodką i krzepiącą świadomość, że życie raz na jakiś czas uchyla wieko skrzyni skarbów, żebyśmy po raz kolejny i oby nie ostatni mogli odkryć jakąś perełkę. Secundo: radość ze spotkania tak kordialnej jak bohater wieczoru osoby. Inteligentne i przyjazne poczucie humoru oraz dystans do siebie - to rzuca się w oczy już po kilku minutach z Marcinem i jego twórczością. Tuż potem uderza fala ciepła bijącego od artysty.

 Ujmuje czułość, z jaką pisze o miłości i wielki szacunek dla najpotężniejszego z uczuć: „dwoje samotnych razem to już ważna wyspa, rąbek chmur nad głową to już prawie dom”. W takim postrzeganiu spraw jest i rozwaga, i romantyzm, i przede wszystkim dojrzałość, chociaż między wierszami słychać, że na bagażu doświadczeń wycisnęła piętno niejedna mała łobuzerka. Jak znam życie, ktoś kiedyś musiał płakać, aby zachwycać mógł się ktoś, ale teraz jest czas budowania, miłość już „wie, że jej najświętszym obowiązkiem rosnąć”. Marcin Lenc nazywa się tekściarzem, nie poetą, i chyba ma rację. Pisanie tekstów wychodzi mu świetnie, bo odpowiednie - celne, szczere, zabawne i ładne - daje rzeczom słowa. Śpiewa je potem pięknym, ciepłym, aksamitnym głosem z lekką chrypką, akompaniując sobie na gitarze, której wirtuozem, jak skromnie aczkolwiek nieco obłudnie twierdzi, nie jest. Będzie mi się kojarzył z pogodą ducha i pełnym tęsknoty liryzmem, słowem z tym, co trudno przecenić i co w piosenkach tygryski lubią najbardziej. 

„W zielone grają brzozy; w zieleni chodzą muzy; partyturami szeleszczą po niebie…” Ciekawe, czy muzy Gałczyńskiego, jak muzy Lenca, nie farbowały włosów i pachniały deszczem…

Opublikowany: 2011-05-18 21:43:49
Strony:

Autorzy zdjęć: Grzegorz Żak, Piotr Sirko