szukaj  |   kontakt

Andrzej Marczyński - Piosenka dla gapowiczaJacek Gutry & Gut-muzyk - Ech ElżbietaRaz do roku - Dziękuję Ci

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


PATRONATY
YAPA 2018

Moja Wolności 2018

OPPA 2017

NieBajka Łukasza Majewskiego

"Podróż"


strona główna » relacje z imprez » rok 2011 » Bardograjka XV - Marcin Lenc
Bardograjka XV - Marcin Lenc

„No to co? - mówię - no to co? To jest maj - mówię - zielone szkło…” Piętnastą, jubileuszową Bardograjkę los hojnie obsadził w czasie - przypadła na szósty dzień najpiękniejszego zdaniem wielu miesiąca. Któż zasłużył na tak kwietną, wonną, rześką oprawę? Nieczęsto ostatnio udzielający się w branży, ukryty wśród lasów i wód małej mazurskiej wioski Marcin Lenc.

Edyta Bodys | 

Bardograjkowa publiczność usłyszała zarówno starsze, jak i premierowe utwory z planowanej na wrzesień płyty. Jedna z nowych piosenek, piękna i liryczna, otworzyła koncert: „dziękuję Ci Kochana, że marny ogarek, jakim byłem przez lata, znów wysoko świeci”. Że obecność kobiety przy boku to dobry powód, by śpiewać „Dziękuję”, potwierdził drugi utwór: „bez kobiety zima jest zimna (…) bardziej szara niż być zima powinna, smutna…”. Nastrojowy klimat prysł na chwilę za sprawą chwytliwego bluesa - piosenki turystycznej, która tak naprawdę jest antyturystyczna („w drogę jakoś wybrać się nie mogę”), z przewrotnym: „hit turystyczny każdą panienkę, nawet blondynkę w bestię zmieni”.

 Miłość powróciła wraz z pierwszymi taktami „Walczyka dla dwojga zwyczajnych”, ulubionej piosenki i gościa, i gospodarza Bardograjki. Nie dziwię się - to jeden z najpiękniejszych utworów zaśpiewanych na tej scenie, ważny i budujący, bo starszym przypomina a młodszym uświadamia, że aby kochać i być kochanym bezwarunkowo, wcale nie trzeba być doskonałym: „nie farbuj włosów, bo w nich tańczy srebro, a ja się nie będę odchudzał; choć czasem brzuch trochę przeszkadza, lecz w tym sprawy sedno, by w życiu jak w brydżu nie zrażać się pasem”. (Jak miło posłuchać prawdziwego mężczyzny!) W kolejnej piosence wybrzmiał niespełniony „Amerykański sen”: „złotą rybkę chciałaś złapać, ale ona też ma kolce”. Następna - premierowa - opowiedziała alternatywną wersję dziejów: co by było, gdyby historia upiła się w sztok? Czterej pancerni z Szarikiem wyruszający na podbój kosmosu to tylko jeden z przywołanych obrazków; „galimatias historyczny chytrze się do dziejów wkradł; jakiż śmiesznie sympatyczny zrobił się od razu świat”.  

 Wstawioną nauczycielkę życia i ledwie za nią nadążających słuchaczy otrzeźwiła nostalgia pieśni „Szkoda mi będzie” (… „tych beztroskich lat, kiedy łany zboża wiatr do drzemki kładł”). Po niej pochłonęła zebranych życiowa historia miłosna z ONym w tle: „cicho powiedziane w samochodzie, gdzieś nad ranem, nie wiem, kiedy się spotkamy, kiedy znowu będę tu”. Z zadumy wyrwał kraśniczan „Ciechocinek” i cała prawda o uzdrawiającej mocy sanatoriów: „turnus się kończy, a ja biegam jak pies gończy i na deptaku czaję się do ataku”. Chwilę później znowu w urzekającej odsłonie pokazała się miłość: „każdą drogą pójdę z Tobą przez ciernie następnych lat (…) za cienie rzęs, za warg choćby kęs podpalę cały świat”.  

Rozmarzoną publiczność sprowadził na ziemię „Bar non-stop” (czynny od ósmej do szesnastej; za kontuarem stukilogramowa Latoya z Playboya) i autobiograficzny „Drapieżnik”: „byłem dzikim kotem, tygrysem, lampartem (…) wielkim koniem, mustangiem (…) grizlim, zimnym wężem (…) i z tych wszystkich wcieleń zdecydowanie najgorzej się czuję jako jeleń”. Nieco przyziemny, chociaż nie pozbawiony ckliwej wzniosłości, był także zakończony happy endem romans podstarzałego salcesonu i niedocenianej pasztetowej, pary ułożonej w lodówce - alkowie przez uzupełniającego zapasy artystę. 

 Bohater wieczoru usiłował pożegnać się z kraśniczanami idylliczną pieśnią „Moja wieś”, opowiadając „jak seksownie pachną grzyby, a te ryby prawie w stawie zarechoczą się na śmierć”. Oczywista, trud jego okazał się daremny - nie obyło się bez bisów. Pierwszym była premierowa piosenka dramatyczna „Orzechy” z kapitalnym wstępem: „osiem włoskich orzechów, łyżkę, nóż i organki - tyle mi zostawiła, prezent od mojej kochanki (...) mądra była kobieta; przynajmniej z głodu nie zdechnę, nożem se przetnę orzecha”. Drugim bardzo plastyczne „Zimowe rozterki”: „nie lubię zimy, bo marzną przy fortepianie klawisze, uwielbiam zimę, bo tylko Ona potrafi stworzyć ciszę”. Trzecim wiejący grozą monolog wrednego bachora (to jest „Późnego dziecka”): „nazywam się Jaś i mam osiem lat, niejedno już w życiu widziałem...”. Publiczność z żalem puściła barda wolno…

Opublikowany: 2011-05-18 21:43:49
Strony:

Autorzy zdjęć: Grzegorz Żak, Piotr Sirko