szukaj  |   kontakt

Andrzej Wawrzyniak - Wypij ze mnąJacek Gutry & Gut-muzyk - Polski Folk-lorDariusz Rubin - Maskarada

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


PATRONATY
TROMBITA 2018

YAPA 2018

Moja Wolności 2018

NieBajka Łukasza Majewskiego

"Podróż"


strona główna » relacje z imprez » rok 2011 » Bardograjka XIV - Piotr Selim
Bardograjka XIV - Piotr Selim

Przed rokiem pierwszym w Kraśniku zwiastunem przedwiośnia był Marek Andrzejewski. Federacja nie zawodzi – wiosnę AD 2011 chwycił pod lewe ramię i przyprowadził do bardograjkowej publiczności Piotr Selim. Prawą dłoń wdzięcznego gościa trzymała w swojej Hanna Lewandowska, druga połowa artystycznego „my”, które zawładnęło sceną na półtorej godziny. Wiosna nie stawiała oporu, słuchacze również.

Edyta Bodys | 

„Facet w szarym kapeluszu marzy o tym, aby wzruszyć śliczne dziewczę bardowaniem” - zaczął Piotr Selim. Szarego kapelusza brak, ale jeśli śliczne dziewczę potraktować jako personifikację zgromadzonych wokół sceny kraśniczan - marzenia się spełniają. Na podatny grunt trafiło zatem wezwanie „Zaczynajmy kochanie” z zachwycającą metaforą „mrok od dawna jest z nocą po słowie”. To pieśń - recepta na nieciekawy czas, gdy na wokandzie trzos, a diabli głoszą upadłość zasad: „Kochanie, zaczynajmy nasz taniec, daleko przed taktem zostawmy co się da: oszronione sny z grudnia, przegapione południa i samotność...”.

 Adresatem następnej pieśni był Bóg: „dokąd to wędrowanie, niebotyczny Panie? (…) w oddychaniu zamieci Ty lecisz”. Słychać było w niej Oldfielda i Preisnera, i „piękniejące nad śpiew” zdumienie. W kolejnym, bardzo plastycznym utworze o cennej samotności królowała malownicza melancholia: „moje dni płoną we freskach cudzych oczu”. Popłynęło westchnienie: „jakże piękna jest dal, by się chciało iść nawet, ale wciąż żal do fal, mruczą gniewnie...”. Gdy ucichły, szybko przemknęła ludyczna „Szczęściokradka”: „było nie było, coś się przyśniło, coś się wypiło - jak miło, aż do dna”. Następna pieśń także zamieniła się w obraz: szara droga, na niej człowiek, który „uciekł z wiersza” i pełne dramatyzmu pytanie: „a tu na poboczu miłość, czyżby siły jej ubyło?”.

 Po raz drugi tego wieczoru bard zwrócił się ku Stwórcy, a w jego wołaniu było coś z ducha sonetów Johna Donna: „gdybyś tak jednak chciał mnie posiąść (…) to nie byłbym jak kamień kłosom...”. Pełen pychy i pokory jednocześnie człowiek („mam Cię za nic i za wszystko”), prosi, grożąc zarazem („grzecznie mnie wysłuchaj, Boże, a wycenię Ciebie drożej”), o manifestację nadprzyrodzonej siły: „gdy mnie trzepniesz (…) ja Ci jabłkowe dam powidła, ze szczyptą pieprzu, szczyptą soli”. Kolejna pieśń, „Serca żar”, była hołdem oddanym dziełu i twórczym credo: „za to, żeś hardość mą wytrzymała, niech wszystkim świętym będzie chwała (…) ale wyłącznie chciej być swoja, jeżeli moją masz być pieśnią”. Nie zabrakło baśni - „na kolacji u krasnoludka wódka malutka”, ale powiało z niej lekką grozą egzystencjalnego niepokoju: „czarna godzina zęby szczerzy na dezertera wśród rycerzy”. 

 Nadszedł czas przepięknej, lirycznej pieśni „Zauroczeni” (tytuł jak z Disneya i, szczerze mówiąc, okropny): „Tyś miła moja wytęskniona, Tyś słońce słońc w moich ramionach; dziś Cię zanurzam w swoją zieleń, w moją codzienność i niedzielę.” Po chwili, co zbyt szybko upłynęła, uniesienie zastąpiła ludowa tkliwość dynamicznej piosnki: „płyń, rzeko, płyń, rwij brzegi, rwij, niech unoszą twoje fale czółno moje coraz dalej, do tej toni, do głębiny, do kochanej mej dziewczyny”. Późniejsze „A na rzekach już pęka lód” pokrzepiło serca ludzi, którzy nie wierzą w odmianę losu i nie liczą już na cud - „nie jest jeszcze za późno na miłość”. Następna pieśń była przestrogą, by tego nie zmarnować: „byliśmy dla siebie cudem w siódmym niebie; z rzadka byliśmy dla siebie człowiekiem”. Kolejny utwór pokazał, jakimi słowami karmi się miłość: „gesty nie na temat, smutki nie w porę, wybacz mi, ego more” i podkreślił najważniejsze z nich: „przede wszystkim jednak chcę wreszcie za Ciebie podziękować”.

Na pożegnanie („hen, wysoko uniosła nas pieśń”) pozostawił artysta dezyderatę: „leć, serce, leć, co musisz unieść to kochaj i nieś, przetańcz od świtu po kres”. Ale to było za mało; na bis wybrzmiał evergreen „Specjalista od wzruszeń”, a gdy i konik polny, staruszek, nie dał rady zamknąć koncertu, artysta zaśpiewał humorzastym, kapryśnym paniom: „nie dąsaj się, (…) nie kąsaj mnie; życie to życie nie miód, a jednak cud”. Cóż, gdy i to nie wystarczy? „Zostaje Tania” i jej tanie wino w podrzędnej knajpie: „tu nikt nie mówi o winie, tu nikt nie mówi o karze, tutaj się uczy jedynie jak nie wyleczyć się z marzeń”. 

Opublikowany: 2011-05-17 21:20:00
Strony:

Autorzy zdjęć: Aneta Sapuła, Grzegorz Jankowski, Piotr Sirko