szukaj  |   kontakt

Jacek Kadis - Siostra nieszczęśliwychKatarzyna Brzozowska - O miłości ani słowaD.Barabas P.Stefanowska & Widmo - Obok siądź

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


PATRONATY
OPPA 2017

NieBajka Łukasza Majewskiego

"Podróż"

Moja Wolności 2017

Klawe Piosenki 2017

YAPA 2017


strona główna » relacje z imprez » rok 2011 » Bardograjka XIII - Jacek Gutry - 11 II 2011r
Bardograjka 13 - Jacek Gutry & GUT Music

11 lutego 2011r. Bardograjka zagrała po raz trzynasty i - co za pech! - wszystko poszło pięknie i gładko. Żadnych afer, skandali, nawet maleńkiej katastrofki, która by jakość kraśnickiej publiczności zamieniła w ilość. Oczywista, przewrotnie to piszę, dziękując pomysłodawcy cyklu za tę dziką zieloną wysepkę na jałowym oceanie tak zwanej kultury masowej. W mroźny piątkowy wieczór przybiła doń wielce kulturalna trójka z Warszawy: Jacek Gutry, Joanna Young i Paweł Wiśniewski.

Edyta Bodys | 

 Program o wiele mówiącym tytule „Tu dopadnie Cię znienacka Jacka piosenka literacka” rozpoczęła „Ballada ponadwczasowa”, hymn urlopowiczów rozczarowanych rzeczywistością, w której „babek na piasku nie ma” i „wcale nie pomaga anioł stróż, widać na urlop do Po-raju wyjechał już”. Kęs szaleństwa, którego zabrakło podmiotowi lirycznemu ballady, znalazł swoje miejsce w historii spokojnego sąsiada w średnim wieku, pana Ślimaka. Całe życie powtarzano mu: „weź się, Janusz, w szale życia zanurz (...) nie bądź mięczak”, więc ten w końcu wziął i zaszalał. Puenta pieśni sugeruje, że tytułowy bohater to everyman: „i ty wreszcie u kresu swej drogi pokażesz wreszcie rogi”. Gdy „Ślimak Janusz” dynamicznie odpełzł w przeszłość, nastał czas ślicznej, lirycznej „Piosenki o samej rzeczy”, w rzeczy samej traktującej o wspomnieniach, przemijaniu. „Na kredensie mamy stoi fotografia taty, całowana co dzień jak tata przed laty; jak widać w zwykłej fotografii coś więcej schować się potrafi”. To utwór bardziej od innych serio, chociaż nie pozbawiony dystansu: „żywot zniknie w gruncie... rzeczy”.

Nostalgiczny klimat prysł, utknęliśmy „Między piętrami”. Clou piosenki: „ja średniak na mieliźnie”, ale jest jeszcze znamienne „stojąc między piętrami jesteśmy sami” i figlarnie wieloznaczne „może lepiej na półpiętrze odkrywać swoje wnętrze”. „Balladę zaćmioną” wieńczy sekret; bywa, że zwykła ćma podpowie, jak nie sknocić życia: „ważne, by w twej głowie zawczasu myśl zaćmiła, że chociaż atmosfera jest tu ogólnie miła, to nawet tych ze świecznika, płomień czasem dotyka”. (W tym miejscu mały postulat: niechże „Ballada...” będzie obowiązkową audiolekturą dla wszystkich pchających się na polityczne i szołbiznesowe salony.) Przy zapowiedzi i pierwszej zwrotce piosenki „Ech, Elżbieta” piersi wszystkich El na sali rozpierała duma. Druga zwrotka sprowadziła je na ziemię; zazdrosne Kasie i Mariolki mogły pod nosem z mściwą satysfakcją zanucić: „O, Ela, straciłaś przyjaciela...”. Nie trwało to długo - w końcu wszystkie dostałyśmy prztyczka w nos: „kobieta to nie meta dla faceta, przed ślubem życzeń ankieta, po nim stracę prawo veta”. Jakże z tym polemizować? „Ech, Zygmuncie, ty masz rację w rzeczy gruncie”...  

 „Piosenka o Stachu i jego fachu” przypomniała podstawowe prawdy; w obliczu kolejnych obrotów koła fortuny, gdy „dekarzowi od losu w papę zdarza się dostać (..) człowiek jest dla człowieka, a nie tylko dla pracy”. „Tyci taci sen” to hołd złożony małemu, codziennemu, ojcowskiemu heroizmowi: „gdy mózg syna sponiewiera heineken, przy denacie czuwa tyci taci sen”. Utwór kończy ładny apel: „niezależnie czyś gołowąs, czy wąsaty, doceń czasem brak snu twego taty”. „Barwna postać pawia” (co „uciechę ludziom sprawia”), to kolejny utwór ku przestrodze. Gdy „szarość gołębia przechodniów przygnębia”, nie każdy pamięta, że „pawiowi nie jest super, bo mu obrabiają kuper”. I tu kolejna zagadka ludzkości: „co takiego sprawia, że człowiek się zamienia w pawia?”.  

„Polska piosenka turystyczna”, wbrew niefrasobliwemu tytułowi, poświęcona jest bardzo poważnemu problemowi emigracji zarobkowej. „Szlag trafił góry” - teraz wyjeżdżamy za chlebem (albo masełkiem do niego). „Prawda jest taka: łapiemy po świecie co się nawinie, dziś wnuki chłopaków z AK walczą o lepsze życie w Dublinie”. Gorzka puenta zasmuca i daje do myślenia: „gdzie leży Itaka Polaka? (...) topnieją więzy w lecących lawinie”. 

„Szalona żona”, czarna komedia, powstała na prośbę małżonki barda o piosenkę. W trzech zwrotkach bardomąż ujął historię małżeństwa: harlekinowe zauroczenie, rutynę, kryzys i romans, wreszcie drugie życie związku (i żony). Ponoć jej ta piosenka nie przypadła do gustu (hmmm, ciekawe dlaczego...). Ja wyniosłam z niej dwie nauki; primo: bardowie to mają tupet! (kto w piosence dla superżony wspomina o kochance?!?), secundo: szalone żony są najfajniejsze, bo zdolne dosłownie do wszystkiego. „Polski folklor”, inspirowany Kupichą, z kwintesencją disco polo: „lufa z gwintu i sztaba, wspólny śpiew szaba daba”, zakończony parodią wyuczonego spontanu wielu krajowych i zagranicznych gwiazdek: „kocham was! łan, tu, fri, for!”, zamknął zasadniczą część recitalu. Na bis wybrzmiała „Piosenka na dodatek” (o przygodzie w galanterii w czasie ferii). To z kolei apoteoza drobnych darów losu: „za odkryte dekolty i że napój ma wolty”. Deficyt w sklepach z dodatkami jest jak memento: „czas kłaniać się życiu w pas”, powiedzieć sobie: „to jest ta doba, w której mój los mi się podoba”.  

 Z przedstawionej trzynastki piosenek powstało bardzo ciekawe, zarówno pod względem treści, jak i formy, zestawienie. Program ma w sobie coś oświeceniowego: bawiąc uczy, pod lekką formą skrywa morały. Ponadto piosenka Jacka Gutrego, jak powieść według Stendhala, „jest zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu”. Bard to znakomity obserwator: spostrzegawczy, błyskotliwy, mądry i - pomimo potężnej dawki ironii - czuły. Jego fabularne, barwne, dynamiczne opowieści, ba - przypowieści, są słodko-gorzkie; słuchając ich można się serdecznie pośmiać (czasem śmiech więźnie w gardle), wzruszyć i wkurzyć. Na pewno są życiowe, czyli prawdziwe.  

Styl barda sprawił, że w duchu wiele razy gwizdnęłam z podziwu. (Ha, polonista!) Ta nieznośna lekkość rymowania, werbalna żonglerka, gra słów, zabawa brzmieniem i znaczeniem... Trafionam, zatopionam. Skądinąd wiem, że na dłuższą metę nie dla wszystkich taka przyprawa jest lekkostrawna, ale dla mnie, uraczonej trzynastoma przystawkami, była to bardzo smakowita uczta. Nieco mniej podobał mi się sposób podania dania: jak na mój gust zbyt szołmeński, z manierą, za której przyczyną kilka razy skłonna byłam nazwać tę twórczość literackim popem. Poza tym niezły kokiet z Pana Barda... („Nie masz cwaniaka nad warszawiaka” - luźne skojarzenie, przysięgam.) Jest jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa, o której grzech nie napisać - cudowni towarzysze Jacka Gutrego: skrzypaczka Joanna Young i pianista Paweł Wiśniewski. Bez Gut - muzyk to nie byłby ten sam recital. Skrzypce w „Piosence o samej rzeczy” - najpiękniejsza, najrzewniejsza, najtkliwsza chwila trzynastej Bardograjki. 

Czekam teraz na czternastą, by znów zanurzyć się w szale życia. Bo Bardograjka to jest doba, w której mój los mi się podoba. Fajf, siks, sewen, ejt - kocham Bardograjkę! 

Opublikowany: 2011-04-11 10:40:00