Edyta Bodys |
Kraśniczanin z zapałem werbuje bardów, zarówno kadetów jak i oficerów armii Euterpe, Erato i Kalliope. Na pierwszy ogień wystawił pochodzącą z Lądka Zdroju studentkę Akademii Muzycznej w Katowicach. Dominika Barabas jest zjawiskowa. Bardzo ładna, chociaż dla wygody ogoliła głowę (zdumiewające: dotąd łyse i piękne były tylko Sinead O’Connor i Natalie Portman). W niewysokim, szczupłym ciele kryje się potężny głos. W 2008 roku spadł na nią deszcz nagród, a pozostała skromną dziewczyną w dżinsach. „Pisze po to, by zbyt wiele nie mówić” – powiedziała na początku koncertu i konsekwentnie, jedna piosenka za drugą, uchylała rąbka swojej tajemnicy.
Jedna z odsłon ukazała dziewczynę pragnącą miłości (Cień, Durne serce), której miejsce zajęła później kobieta cierpiąca z powodu miłości niespełnionej w Chciałabym nie czuć nic, ze smutną, tęskną wokalizą. Miłość, w innej postaci, powróciła jeszcze w piosence Życzenia dla Mamy, zawierającej słowa, za które większość matek dałaby wszystko, ale – niestety – nie każda ma szczęście takowe usłyszeć. Podczas „bardograjkowego” recitalu Dominika była jednak przede wszystkim humanistą, głęboko poruszonym kondycją współczesnego człowieka, życzliwym obserwatorem. W jej piosenkach dały się słyszeć troska i współczucie (Nieskończone męki), irytacja (Czarnomyślni z zachwycającym omówieniem: „ekshibicjoniści swoich
ciemnych myśli”), wyrzut: ”zapominacie o błękicie marzeń” (utwór przyjaciela i akompaniatora artystki Grzegorza Wierzby Paszport do raju) i przestroga (Dla Kaprysi). Było w nich spotkanie z wchodzącym w życie człowiekiem (Ballada tramwajowa dla małej blondyneczki) i niosące ukojenie dobre słowo (Kobranocka – „uciszanka dla większych i dla małych”). Poprzez człowieka, relację z nim, Dominika ukazała także Stwórcę. Do Niego skierowała przepiękną w swej prostocie modlitwę: „Boże, Ty znasz każde serce, więc drogę nam wskaż” (A gdyby Bóg) i odesłała pogubionych bliźnich (zagrani na bis Wolni od trosk Szymona Zychowicza). Ma także odwagę z Nim polemizować (drugi bis – Zamiast z repertuaru Edyty Geppert).
Uderza dojrzałość artystki, która w przeddzień przyjazdu do Kraśnika skończyła 20 lat. Nie było wśród tego, o czym śpiewała, tematów wydumanych i „księżycowych”, a tylko sprawy zwykłe i ważne jednocześnie. Proste są także słowa i rymy w śpiewanych utworach, które charyzma autorki jak czarodziejska różdżka zamienia w poezję. Młoda „bardotka” kocha ludzi i wie, czego im życzyć: by ich nie gonił czas i nie dręczył smutek, szczerych przyjaciół, spokojnej nocy, ludzkiego dobra. Jest w jej twórczości wielka wrażliwość na człowieka, lekko zmącona czułość dla niego, uniwersalne wartości – dobry znak na przyszłość bohaterki spotkania i tych, którzy będą słuchać jej piosenek. Zabrakło mi tylko odrobiny przekory i łotrzykostwa; Dominika pokazała wprawdzie pazur w Piosence
dla gwiazdeczki i nieskrępowaną wolność w Paszporcie do raju, ale jestem przekonana, że z nieco większą nonszalancją i w łobuzerskich tonach byłoby jej bardzo do twarzy. Inna sprawa, że ta dziewczyna będzie robiła wrażenie cokolwiek by nie zaśpiewała, bo niebiosa hojnie skompletowały jej warsztat. Forma i treść w jej przypadku złożyły się na sukces równomiernie. Mam wrażenie, że dysponuje kilkoma głosami, czystym jak kryształ, przybrudzonym chrypą, ozdobnym i surowym; zmienia też barwy jak rękawiczki – może być zmysłowa, dobitna lub po dziecięcemu słodka. Śpiewa bardzo ekspresyjnie, twarzą, ramionami, całą sobą. Jej fenomen i gitara wystarczyły, by urzec chyba całą publiczność zgromadzoną w klimatycznej Galerii „Trójka” kraśnickiego Centrum Kultury i Promocji w przedwiośniany, niedzielny wieczór 1 marca.
Zebrane przez Dominikę gorące brawa dla Jacka były jak meldunek o wykonaniu zadania. Nie mam prawa pisać za wszystkich przy tym obecnych, ale mogę, ba – powinnam, za siebie: „Bardograjka” i pierwsza na jej firmamencie gwiazda kazały mi mocniej ruszyć głową i reanimowały moją przytępioną ostatnimi czasy wrażliwość. Czekam na godnego następcę panny Barabas.
fot. Jacek Michalczyk