szukaj  |   kontakt

Agata Gałach - Drzwi wpółuchyloneRaz do roku - Dziękuję CiMaciej Turkowski - Podwórza

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."


strona główna » relacje z imprez » rok 2010 » Anna Kossakowska - Bardograjka X - 24 XI 2010
Anna Kossakowska - Bardograjka X - 24 XI 2010

24 dnia września A.D. 2010 historia Bardograjki zatoczyła koło. Po tym, jak cały cykl otworzyła półtora roku temu Dominika Barabas, na scenie znowu stanęła kobieta. Gdzieś po drodze w dorobek imprezy wpisały się także atrakcyjne i miłe panie z Noro Lim, nie dość jednak, że grał z nimi mężczyzna, to jeszcze nie dostały wieczoru na wyłączność, gdyż dzieliły go z Piotrem Dąbrówką i jego zespołem. W jesienny piątek po raz drugi w dziejach kraśnickich spotkań z piosenką autorską na pożarcie oczom i uszom wiernej bardograjkowej publiczności wystawiona została solo młoda dama - Anna Kossakowska

Edyta Bodys | 

O jej urodzie, mądrości i wdzięku niemal krążyły już w mieście legendy, które - zapowiadając wydarzenie - puścił w obieg Jacek Kadis, z mocą podkreślający walory ciała i ducha torunianki, spieszył zatem kto żyw i wrażliwy cudo to na własne oczy ujrzeć. I ja cierpliwie na konfrontację forpoczty z rzeczywistością czekałam, a kiedy wreszcie się doczekałam, z głębi mej duszy wyrwał się jęk zawodu, bo Jacek, niestety, nic a nic nie przesadził - vis a vis widowni usiadła dziewczyna piękna i smukła. Najgorsze były jej oczy (o nich też już słyszałam od Jacka) - wielkie, czarne i palące. Moja uśpiona ostatnio babska zawiść obudziła się nagle i zażądała krwawej ofiary. Cóż, westchnęłam zrezygnowana, może chociaż do tekstów będę się mogła przyczepić...

Anna zaczęła swój recital bez słowa, balladą o dogasającej miłości ("lodem płoniesz i tak będzie, póki nie odejdziesz"). Przywitała się następnie i pokrótce opowiedziała o swojej twórczości, która sama nazwała piosenką liryczną. Przyznała się też od razu do bluesowych skłonności; zresztą, że czuje i kocha bluesa - ze wzajemnością - można się było przekonać na początku recitalu, od pierwszych taktów "Nie mogąc zasnąć" ("ognista whisky zapewnia mi jasność myślenia (...) może wolałabym ciebie"). Tuż potem "bardzia" (Jacek zarzucił ostatnio określenie "bardotka”) z dziecięcą szczerością odkryła przed publiką, co się dzieje w sercu, gdy się pisze pierwszy raz. Liczebnik ten wyjaśnia prostotę piosenki o wszystko mówiącym tytule "Dwie struny" (oczywista, radosnej i smutnej i, jakże by inaczej, w sercu) i rozbrajające wyznanie podlotka: "tylko dłonie z sobą mam, chociaż puste, tak wiele potrafią dać". Kolejną piosenkę napisała już kobieta. Skoro kobieta to i piosenka o trudnej miłości - skonkludowała autorka i zaśpiewała utwór o rozstaniu "Myśl po myśli". I tu rzeczywiście zaczęło się pisanie dojrzalsze, poważne, może trochę przewrotne: "odkurzyłam swoją pamięć (...) w każdym kącie, każdy kadr (...) z dymem poszedł papierosa", "kropla wina na powiece", "czuję wilgoć i maciejki, będzie padać, ale we mnie".

Ze zranionej pani wyszła nagle moralizatorka; hiszpańskim echem wybrzmiała "Ballada o wyrokach" - brawurowo zaśpiewana, dynamiczna, ujęta w świetne rymy tragiczna opowieść o żonie i matce, która oddała się pod osąd św. Piotra i diabła. Porwała mnie ta pieśń, uderzyła trafność przesłania ("gorzka prawda znana wszędzie, wyrok twój zależeć będzie nie od czynów, nie od chęci, lecz od tego, kto osądzi") i ucieszyło odkrycie, że takie utwory wychodzą spod pióra także bardzo młodych ludzi. Nie lubię piosenek z morałem, ale tą Ania mnie kupiła. Pozostałam także na dłużej pod wrażeniem "Do jutra", bo to oryginalny utwór o wyższej sile rządzącej życiem małego człowieka: "nie ma z zaświatów żadnych przecieków (...) czy z rana w tym samym pokoju stanę".

Kolejną piosenkę - "Tango Lolita" - autorka złośliwie zadedykowała panom z kryzysem wieku średniego, którzy - jak podkreśliła - testują swój powab na zbyt młodych dziewczętach. Jak nietrudno się domyślić, próbowali także na pannie Annie i pewnie im się należało, ale... w dosyć mocnym tekście próżno szukać niewinnych pensjonarek, są za to cwane małolaty rodem z galerii handlowych: "ja wzrokiem zaświecę, on spojrzy pod kiecę i mam (...) teraz żegnam pana, nie będzie już spotkania, jakiś ty głupi...". Prawie mi było żal tych facetów, bo może naprawdę żona ich nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią? Ot, zabiła mi bohaterka wieczoru ćwieka, kto tu jest ofiarą...

Ucichły latynoskie rytmy, autorka zapowiedziała powrót do klimatu lirycznego, a "Kołysanka Fifi" w okamgnieniu wyczarowała aurę czułego i tkliwego smutku. Pojawił się też cytat, klasyk gatunku - dwa szarobure kotki - ale inne niż te dotąd mi znane, nie na barwnym i wesołym tle, a w sepii... Ledwie otrząsnęłam się z kołyszącej melancholii, moje uszy przeszył zgrzyt. Autorka co prawda uczciwie przygotowała na niego słuchaczy, zapowiadając "W obronie kochających", piosenkę skrupulatną i szczerą, jedną z tych, które się popełnia, ale to, że się dowiem, gdzie naprawdę jest miłość, nie przyszło mi do głowy. Może jestem zbyt staroświecka i za długo czytałam "Lalkę", może to była prowokacja albo - jak się mówi w kabarecie - przewrotka, ale uważam, że mogła sobie Anna te "międzynogi" darować... I nie zgodzę się z tym, że kochanie równa się rozmnażanie (chociaż ta koncepcja pokrywa się z koncepcją doktora Szumana.) Pozbierałam się jakoś podczas sielskiej anielskiej piosenki z pejzażem w tle "Byle do lata"; uspokoiła mnie nieco plastyczność tego utworu ("na polach wiatr handluje złotem, wiatr niesie wieści, że jeszcze nie pora"), rozmarzył znany mi jak wielu ludziom "sen o domku z własnych kart".

Panna Kossakowska nie omieszkała sięgnąć po teksty innych autorów - przywołała nazwisko Łukasza Majewskiego, znanego w Kraśniku z bardograjkowego trio Skrzypczak - Majewski - Kadis, który jej zdaniem jest najlepszym tekściarzem w Polsce. Na dowód zaprezentowała "Przewrót", pieśń o mocy słów ("rany po ciosach się wyleczą, lecz słowa pozostają"). Po powrocie na własne podwórko autorka w pokręconej, trochę szelmowskiej piosence "Akacja" oddała hołd wiośnie i stanowi zakochania, na całe szczęście cyklicznemu, za pomocą kilku fajnych fraz: "a mnie nosi jak na wiosnę, będzie padać, ja urosnę", "im jest bardziej pojechany, tym mi droższy mój kochany", "ja maleńka, ty majętny".

Miły gość usiłował się pożegnać z kraśniczanami moralizatorską piosenką o "Trzech duchach", uosabiających seks, alkohol i pieniądze, z pesymistyczną puentą: "kto by w duchy wierzył, skoro tak dobrze się znamy”. Jacek Kadis upomniał się jednak o bis - Ania postanowiła wykupić się słodką i uroczą, znaną publiczności z ósmej Bardograjki piosenką Łukasza Majewskiego "Bałwany", w konsekwencji czego odprowadzały ją ze sceny spojrzenia roześmiane, życzliwe i serdeczne (nihil novi w Kraśniku).

Z toruńskiej „bardzi” może niedługo wyrosnąć kawał barda. Jej powierzchowność, o której tak obszernie się rozpisałam na początku relacji, odkładam tymczasem na bok, bo - jakby powiedział mój ukochany Mały Rycerz - rozum tej panny gładkości dorównuje. Anna pisze ładnie i prawdziwie, bo manifestowany przez nią liryzm zakłada przecież spojrzenie w głąb siebie. Czasem może jest to przekaz zbyt subiektywny i dla nie znającego kontekstu odbiorcy zamazany, ale dziewczyna się wyrabia. Jest niezłą gitarzystką, szczególnie dobrze jej wychodzą gorrrące południowe riffy. Ma też piękny i mocny głos, który na własny użytek nazwałabym wielobarwnym i piętrowym. No i te oczyska…

Kilkanaście dni po Bardograjce (no i wyszło, jak mi długo schodzi z pisaniem…) zaczepił mnie znajomy, pełen żalu, że nie mógł na ostatnim koncercie być. Podobno bardzo ładna była - powiedział z żalem jeszcze większym, bo nie widział. Tak - odpowiedziałam, kiwając z przekonaniem głową - to była bardzo ładna Bardograjka…

Opublikowany: 2010-11-05 10:28:44
Anna Kossakowska foto galeria